languageJęzyk

Kaleb

Autor: Aeliana Thorne 2 kwi 2026

Perspektywa Bailey

"Kaleb Hayes jest taki kurewsko seksowny... Musiałam przyjść na tę imprezę, kiedy tylko dowiedziałam się, że tu będzie." Jakieś dziewczyny zachichotały, przechodząc obok.

Moja impreza zamieniła się w atrakcję turystyczną nie z mojego powodu, ale dlatego, że wszyscy na Pawley Island przyszli zobaczyć Kaleba. Był wtedy najseksowniejszym chłopakiem.

I wciąż jest.

Może to, że ulotnił się i zerwał ze wszystkimi kontakt na lata, a potem nagle wrócił jeszcze gorętszy i przystojniejszy, nadało mu ten tajemniczy urok.

Siedział przy basenie z Davidem, pochłaniając drinki.

Mnóstwo chłopaków i dziewczyn pożerało ich wzrokiem, a ja przewróciłam oczami, odchodząc.

To była moja impreza, dostałam się na wszystkie uczelnie, na które aplikowałam, powinnam się dobrze bawić, więc dlaczego moja głowa była pełna Kaleba.

Zeszłej nocy wcale nie wrócił do knajpy. Wyszedł z Lilą, a ja zobaczyłam go dopiero wtedy, gdy wszedł z nią na imprezę.

To nie miało już znaczenia. Całe miasteczko wiedziało, że Kaleb był playboyem i nie należał do nikogo. Zakochanie się w nim lub robienie sobie nadziei na cokolwiek było stratą czasu.

Impreza była niesamowita, a każdy kąt letniego domku był wypełniony po brzegi.

Zdeterminowana, by dobrze się bawić, podeszłam do stołu z napojami i chwyciłam plastikowy kubek owocowego ponczu.

"Gratulacje, Bailey."

Odwróciłam się zaskoczona. Obok mnie stał wysoki chłopak, trzymając kubek. Miał rozczochrane ciemne włosy, jasne piwne oczy i ładną twarz.

"Eee... dzięki" – powiedziałam, mrugając.

"Pijesz to?" Skinął głową na mój poncz owocowy.

"Dlaczego? Co z nim nie tak?"

"Nic. Poza tym, że to napój dla dzieciaków." Podniósł własny kubek. "Ten jest lepszy."

Nie miałam pojęcia, kim on był, ale był seksowny. Wysoki, szczupły, o szerokich ramionach. Miał na sobie na wpół rozpiętą koszulkę polo i wyglądał, jakby urwał się ze studenckiej imprezy bractwa.

"Przepraszam, czy my się... znamy?" zapytałam, przechylając głowę.

"Jestem Sam. Kumpluję się z Davidem. Jestem na ostatnim roku na Brown." Pociągnął łyk drinka, obserwując mnie.

"Chwalił się, że jego młodsza siostra dostała się do, chyba, dziesięciu szkół?"

Zaczerwieniłam się. "Nie dziesięciu. Tylko... pięciu, ale tak."

"Pięciu?" Zagwizdał.

"Dobra, mądra dziewczynko, musisz tego spróbować." Wyciągnął swój kubek.

Zahałam się. "Co to jest?"

"Słodka mieszanka alkoholowa."

Uniosłam brew. "A nie próbujesz mnie potajemnie otruć?"

Teatralnie wciągnął powietrze. "Ja? Otruć siostrę Davida? Życie mi miłe."

To mnie rozśmieszyło i wzięłam mały łyk.

"Okej... nieźle" – przyznałam.

"Widzisz? A nie mówiłem."

Skończyło się na tym, że rozmawialiśmy godzinami i opowiadał mi głupie historie.

Śmiałam się tak bardzo, że wylałam drinka na sukienkę.

"Cholera." Spojrzałam w dół na czerwoną plamę rozlewającą się po żółtym materiale.

Sam uśmiechnął się szeroko. "Idealna wymówka."

"Do czego?"

"Na basen." Wskazał w stronę basenu, gdzie ludzie pluskali się, śmiali i podtapiali nawzajem. "Chodź."

Zahałam się: "Sama nie wiem..."

"Bailey" – powiedział. "To twoja impreza. Jeśli ty nie będziesz się dobrze bawić, to kto?"

To mnie przekonało. Rozebrałam się do bikini, rzuciłam sukienkę na krzesło i pobiegłam do basenu.

Więcej dzieciaków wskoczyło za mną, woda chlapała na wszystkie strony. Śmiałam się z włosami przyklejonymi do twarzy, kopiąc wodę i wygłupiając się z Samem.

Z całych sił starałam się go ignorować, ale kątem oka obserwowałam Lilę i Kaleba.

Siedziała na nim, śmiejąc się z czegoś, ale jego wzrok był utkwiony we mnie. Patrzył na mnie spode łba.

Nawet David, który czasami bywał nadopiekuńczy, zdawał się tym nie przejmować i był zbyt zajęty flirtowaniem z dwiema dziewczynami przy jacuzzi.

Wyszłam z basenu, a Sam podszedł do mnie od tyłu, podnosząc mnie dla żartu.

Tłum roześmiał się i wiwatował, gdy wniósł mnie na rękach, jak pannę młodą, do domu.

Jego ciało było ciepłe i pachniał lekko wodą kolońską i alkoholem.

Dotarliśmy do mojego pokoju na piętrze, a on ostrożnie mnie postawił, wciąż się uśmiechając.

"Dzięki" – powiedziałam, odgarniając mokre włosy z twarzy.

"Nie ma problemu." Jego spojrzenie zatrzymało się na mnie o sekundę dłużej niż zwykle.

Chwyciłam ręcznik, wycierając ramiona. Oparł się o drzwi, obserwując mnie.

"Dobrze wyglądasz, kiedy się śmiejesz" – powiedział cicho.

"Naprawdę?" zapytałam, lekko bez tchu.

Skinął głową. "Ta." Zrobił krok do przodu. "Mogę?"

Jego twarz była centymetry od mojej, usta rozchylone, gdy przyciągnął mnie bliżej. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała, i po raz pierwszy tego wieczoru ja też tego chciałam.

Przechyliłam się w jego stronę, moja dłoń musnęła jego koszulę, przyciągając go do siebie.

Nasze usta prawie się spotkały...

Drzwi otworzyły się z hukiem, a pięść Kaleba wylądowała na szczęce Sama.

Sam zatoczył się, uderzając o moją komodę i zrzucając ramkę ze zdjęciem, chwytając się za twarz. "Co jest, do cholery!"

Kaleb stał tam, a w jego oczach płonął gniew.

"Kaleb!"

Sam jęknął.

"Oszalałeś?"

Kaleb znów ruszył do przodu. "Przestań!" krzyknęłam z walącym sercem, ale wyglądał na tak wściekłego.

"Kaleb!" Wcisnęłam się między nich, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej.

Warga Sama krwawiła. Otarł ją wierzchem dłoni, piorunując wzrokiem Kaleba, któremu brakowało dwóch sekund do ponownego ataku.

"Zabiję cię, jeśli jeszcze raz zobaczę, że się do niej zbliżasz." Przeklął.

"Sam, proszę, po prostu wyjdź!" Spojrzałam na niego błagalnie.

Kipiał z wściekłości, ale odwrócił się i wypadł z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.

"Co z tobą, do cholery, jest nie tak?"

Zatrzasnął drzwi i przyparł mnie do ściany.

"Kto ci, do cholery, pozwolił go całować?" warknął.

"Jesteś za młoda, żeby się tak puszczać."

"Za młoda?" wyplułam, a gorąco uderzyło mi na policzki.

"Oszalałeś? Pierdol się, Kaleb.

Ty mnie pocałowałeś. Dwa razy!"

Jego oczy zamigotały na sekundę i pochylił się bliżej.

"To było co innego" – warknął.

"Co innego? Ach, racja.

Kiedy to ty, wszystko jest w porządku. Ale jeśli to ktoś inny, nagle jestem dzieckiem, które nie wie, co robi?"

Jego dłonie zacisnęły się w pięści wzdłuż ciała. "Nie rozumiesz."

"Nie, ty nie rozumiesz!" Mój głos drżał.

"Wyszedłeś wczoraj z Lilą. Widziałam, jak całowałeś ją na parkingu.

Co cię to, kurwa, obchodzi, z kim jestem?"

Jego oczy nieznacznie się rozszerzyły.

"Kaleb, nie widziałam cię od lat, a nagle wracasz i zachowujesz się jak mój pies obronny.

Powiedz mi. Dlaczego?

Jakie to ma dla ciebie znaczenie, jeśli Sam albo ktokolwiek inny mnie całuje? Jeśli tego chcę? Nie jesteś, kurwa, moim rodzicem!"

Jego dłoń uderzyła w ścianę obok mojej głowy, sprawiając, że wzdrygnęłam się.

"Jesteś zazdrosna, że wyszedłem z Lilą?" zapytał po moim wybuchu.

"Odsuń się ode mnie" – odepchnęłam go za ramię, odchodząc.

Wszystko, co powiedziałam, poszło na marne. Kiedy ja kipiałam ze złości, go obchodziło tylko to, czy byłam zazdrosna.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki