Punkt widzenia Davida
Metal kluczyków do samochodu wpił się w moją dłoń. Nie po prostu je wziąłem;
zwinąłem je z blatu, zanim kurz po uderzeniu mojej dłoni o drewno zdążył w ogóle opaść. Moje serce nie biło, ono waliło – oszalały rytm uderzający o żebra podpowiadał mi, że kończy mi się czas.
Popędziłem do drzwi wejściowych.
– David! Czekaj! – załamał się za mną głos mojej mamy.
Nie zatrzymałem się






