**Aiden**
Dłoń Hale'a zacisnęła się na mojej – pewna, ciepła, dająca oparcie – i coś we mnie pękło. Nie w dramatyczny sposób. Nie jak w hollywoodzkiej scenie upadku. Bardziej jak lina ostatecznie zrywająca się po tym, jak była zbyt mocno napięta przez zbyt długi czas.
Nigdzie mnie nie ciągnął. Nie spieszył się.
Po prostu trzymał moją dłoń i cicho powiedział: "Chodź ze mną."
Poszedłem.
Szliśmy kory






