**Noah**
– Noah.
Tylko moje imię, wypowiedziane cicho i poważnie, wystarczyło, by ścisnęło mnie w klatce piersiowej.
Spojrzałem w górę. Nawet nie próbował ukryć ciężaru w swoim spojrzeniu. Wyglądał na wyczerpanego. Zmęczonego. Ale nie w sensie fizycznym. Emocjonalnie. Psychicznie. Jakby przez zbyt długi czas dźwigał zbyt wiele.
– Przekroczyłem dziś własną granicę – powiedział. – Ukarałem cię w gni






