languageJęzyk

#Rozdział 1: Nowe początki

Autor: Thalia Christopoulos4 maj 2026

– Ty farciaro, mała suko! Twoja matka naprawdę wyszła za miliardera z naszego miasta! Wydostaniesz się z tego zadupia na dobre, co?

Moja najlepsza przyjaciółka, Nyssa, brzmiała na nieco rozgoryczoną. Dorastałyśmy razem w slumsach, dopóki mój bogaty nowy ojciec nie kazał mi zmienić szkoły.

– Nie bądź zazdrosna, Nyssa. Wiesz, jak piękna jest moja mama – powiedziałam ze łzami w oczach. – Przenoszę się do LunisRiver, więc pisz do mnie często.

Nyssa przytuliła mnie, choć udawała niechęć. Potajemnie wsunęła mi coś do ręki.

– Prezent na rozpoczęcie roku szkolnego – powiedziała. – Nie daj się nikomu nakryć. Uważaj na siebie.

To był owinięty w materiał sztylet?!

Uśmiechnęłam się. Tylko ja znałam znaczenie tego ostrza.

Szkoła z internatem LunisRiver to jedna z najbardziej nieuchwytnych placówek w kraju. Mam nadzieję, że LunisRiver pomoże mi spełnić marzenie. Chcę zostać pierwszą kobietą-wojownikiem.

Pragnę własnego statusu i godności. Zostanie wojowniczką to jedyna rzecz, o którą mogę walczyć własnymi rękami. Żadna kobieta nie przeszła jeszcze testu szkoleniowego dla wojowników, ale wierzę, że będę pierwsza.

W naszych slumsach kryzys czyhał wszędzie. W przeszłości moja mama sprowadzała do domu podejrzanych typów. Nienawidziłam ich. Molestowali mnie, więc musiałam nauczyć się samoobrony od najmłodszych lat. To tylko pogłębiło moją miłość do treningu wojowniczego. Dlatego właśnie otrzymałam sztylet jako prezent pożegnalny.

Chociaż mam teraz okazję studiować w LunisRiver, kto wie, kiedy mój ojczym zmieni zdanie. Muszę wykorzystać tę szansę.

Spoglądam w stronę samochodu i widzę mojego przyrodniego brata, Kaelara.

– Gotowa? – pyta. Wzruszam ramionami. Chyba tak. Kaelar potakuje raz głową, po czym obchodzi samochód z drugiej strony.

Nie ma klamki. Macham ręką przy boku auta, ale nic się nie dzieje.

Uderzam obcasem buta w karoserię. Kierowca za mną wzdycha, a drzwi otwierają się same. Towarzyszy temu szyderczy śmiech Kaelara dobiegający z wnętrza.

– Są automatyczne – cedzi Kaelar. Klepie mnie po kolanie. – No to ruszamy do LunisRiver!

……

– Przewodnika na pierwszy dzień znajdziesz tam, w centrum studenckim – mówi Kaelar. Unosi brwi, a jego uśmiech staje się nieco bardziej drapieżny. – Powodzenia.

Przewracam oczami. – Dzięki.

Trzaskam drzwiami samochodu i idę w stronę zamku. Na samym środku korytarza stoi wysoka blondynka. Obserwuję, jak jej wzrok omija całe moje ciało – od zabłoconych butów po koszulkę vintage z logo zespołu. Jej oczy lekko się rozszerzają. Dostrzegam drżenie wargi.

– Panienko, czy na pewno jest pani we właściwym miejscu? – pyta.

Rozglądam się i rozkładam ręce. – Mój brat powiedział, że to centrum studenckie.

Oko kobiety drga niemal niedostrzegalnie. Wyciąga idealnie wypielęgnowaną dłoń. – Vexia – mówi. – A ty to?

Wyciągam własną dłoń z paznokciami pomalowanymi odpryskującym czarnym lakierem.

– Vespera – odpowiadam z całym udawanym, przesłodzonym wdziękiem, na jaki mnie stać.

– Vespera – powtarza, a jej głos brzmi jak syrop klonowy doprawiony trutką na szczury. – Jesteś z Grimvale, prawda? Nie wiedziałam, że moda tam jest taka… – Ponownie mierzy mnie wzrokiem, zatrzymując się na dziurach w mojej koszulce. – …interesująca.

Moja twarz płonie, mimo wściekłości buzującej głęboko we mnie. Puszczam jej dłoń.

– Więc jak właściwie trafiłaś do LunisRiver? – kontynuuje.

– Mój ojczym właśnie mnie zapisał. Uznał, że to pomoże mi wydostać się z Grimvale. – Przechylam głowę. – Alaric Thorne?

Brew Vexii wystrzeliwuje do góry. Jej pogarda zmienia się w złośliwy uśmiech. Cholera, nie tego się spodziewałam.

– O, więc jesteś córką Carmeli? – mówi. – Carmela Vance. Podrzędna opiekunka dzieci bogaczy? Powiedz mi, czy twoja matka odurzyła Alarica narkotykami? Czy dlatego pozbył się żony?

Przechyla głowę w kpiący sposób, naśladując mój gest sprzed chwili. – Słyszałam, że stracił większość fortuny przy rozwodzie. Jestem zaskoczona, że stać go na wysłanie tutaj dwójki dzieci.

– Nie stracił – warczę. – A moja mama niczego od Alarica nie wyłudziła. To on o nią zabiegał, i to długo po tym, jak rozstał się z poprzednią panią Thorne. Może i pobrali się szybko, ale zapewniam cię, że ich związek jest w pełni autentyczny.

– Interesujące – przeciąga Vexia. Brakuje mi dwóch sekund, by wbić jej te idealnie białe licówki w głąb czaszki. Macha lekceważąco ręką. – Cóż, jestem pewna, że twój ojciec będzie gorącym tematem w mieście. Wszyscy uwielbiają plotki o miliarderze i jego pazernej kochance.

Mija mnie pewnym krokiem. Jej obcasy stukają o podłogę, gdy idzie w stronę głównych drzwi. Widzę czerwono przed oczami. Sztylet w kieszeni wydaje się gorącym ciężarem.

Ale to było LunisRiver. Całkowicie nowe terytorium z nowymi zasadami, których musiałam się nauczyć. Strzelam palcami, odwracam się i przyklejam do twarzy najbardziej sztuczny uśmiech, jaki potrafię wykrzesać. Vexia czeka na mnie przy drzwiach. Idę za nią.

Prowadzi mnie przez kampus, trajkocząc o rzeczach, które szczerze mówiąc, gówno mnie obchodzą. Już mam zamiar jej przerwać i kazać pominąć te bzdury, gdy mijamy budynek zupełnie inny niż pozostałe.

To wielka piramida, wyglądająca, jakby żywcem wyjęto ją z Egiptu i rzucono na środek lasu. Jedyną rzeczą, która sprawia, że pasuje do obecnego stulecia, jest obsydian, z którego została zbudowana. Światło odbija się od niej, sprawiając, że lekko lśni.

– Co to jest? – pytam Vexię.

– Och – śmieje się. – To Piramida Valkarów. Dom braci Valkar.

– Braci Valkar? – dopytuję.

Vexia przewraca oczami. – Tiberius Valkar prowadzi szkołę – kontynuuje. – Jest kandydatem na kolejnego Króla Alfę. Bracia Valkar to jego synowie. Jest ich czterech. Są obłędnie atrakcyjni, inteligentni i dowcipni.

– Brzmią, jakby wszyscy byli zwycięzcami loterii genetycznej – kwituję sucho.

– Prawdziwymi zwyciężczyniami – poprawia mnie Vexia – będą te, które oni wybiorą na swoje partnerki.

Spoglądam w stronę piramidy i widzę mnóstwo dziewczyn baraszkujących dookoła. Niektóre śpiewają, inne ćwiczą walkę. Wszystkie zdają się brać udział w jakimś przedstawieniu. Na litość boską, jedna z nich robi szpagat na trawniku i odchyla głowę do tyłu, jakby grała w jakimś filmie porno.

Nagle rozlega się krzyk. Wszystkie kobiety na placu, ja i Vexia, odwracamy się w tamtą stronę. Zza piramidy wybiega dziewczyna. Inna grupa natychmiast podchodzi, by ją pocieszyć. Vexia z udawaną troską wydaje z siebie czuły dźwięk.

– Biedna dziewczyna – mówi. – Pewnie kolejna odrzucona kandydatka na matkę.

– Matkę? – gwałtownie odwracam głowę w stronę Vexii. – Czy my nie mamy przypadkiem mniej niż dwadzieścia lat?

Vexia mruczy pod nosem. – Tak, tak. Szczyt wieku parowania to dwadzieścia lat, ale czasem dzieją się dziwne rzeczy – wyjaśnia. – Wczoraj na progu piramidy zostawiono dziecko. Dziewczynkę. Nikt nie może znaleźć jej matki. Bracia Valkar, w swej hojności, przyjęli ją do swojego domu. Teraz szukają dziewczyny, która pomoże im ją wychować.

– Wychować ją?! – dyszę z niedowierzaniem. – Wszyscy jesteśmy studentami z pełnym grafikiem zajęć. Nikt nie ma czasu na wychowywanie dziecka!

Wygląda na to, że LunisRiver jest jeszcze bardziej skomplikowane, niż przypuszczałam.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: #Rozdział 1: Nowe początki - Wzięta przez moich prześladowców alfa: Sekret niani | StoriesNook