languageJęzyk

#Rozdział 2: Do wilczej jamy

Autor: Thalia Christopoulos4 maj 2026

– Więc kto jest matką?

– Co? – rzuca Vexia przez ramię.

– Tego dziecka, które mają bracia Valkar? – dodaję. – Wygląda na to, że jakaś wściekła kochanka po prostu je tam podrzuciła z czystej złośliwości.

Vexia zatrzymuje się i odwraca, by posłać mi pogardliwe spojrzenie. – Ona – podkreśla Vexia. Powstrzymuję chęć przewrócenia oczami. – Ma nieznane pochodzenie. Nikt nie wie, skąd się wzięła ani dlaczego. Wiemy tylko, że istnieje i została adoptowana przez najpotężniejszy dom na kampusie. Nawet wewnętrzny krąg braci nie wie nic poza tym.

Prychasz. – Nie mają własnych dziewczyn, żeby się nią zajęły?

– Mają – cedzi Vexia. – Ale uznano to za niewłaściwe. Rozszerzyli więc poszukiwania na całą szkołę. – Zatrzymuje się i przechyla głowę, a jej brew unosi się wysoko pod blond grzywkę. – Choć biorąc pod uwagę przeszłość twojej matki w opiece nad dziećmi, może ty byś się nadawała.

– Alaric nie płacił czesnego po to, żebym była nianią – mówię ostro.

– Jak chcesz – rzuca Vexia. – Choć miło było cię oprowadzać, zaraz mam własną rozmowę w sprawie opieki. Pa, pa!

Nawet na mnie nie spoglądając, odwraca się na pięcie i maszeruje z powrotem w stronę złowieszczo wyglądającej piramidy i gromady rozhisteryzowanych kobiet. Patrzę za nią z niedowierzaniem. Ta szkoła jest pełna wariatów! Nie wyobrażam sobie, bym robiła tu cokolwiek innego poza nauką, treningiem i dążeniem do bycia jeszcze lepszą kandydatką na wojowniczkę. Skoro o tym mowa, powinnam rozeznać się w zapleczu treningowym i zobaczyć, jak tu wygląda. Ruszam w stronę budynku z napisem „Centrum Sztuk Walki”.

Idę do drzwi, ale zatrzymuję się gwałtownie, gdy uświadamiam sobie, że nie mogę wejść. Jest tam czytnik kart. Krzywię się i odwracam, by wrócić do centrum studenckiego. Wpadam na coś szerokiego i twardego, wydając z siebie ciche „uch”, gdy moja twarz zderza się z przeszkodą.

– Przepraszam – mruczę, przesuwając dłonią po twarzy.

– Nie ma sprawy – głos zachichotał. Jest niski i głęboki, wywołując pewnego rodzaju iskrę w moim brzuchu. Gwałtownie otwieram oczy.

Przede mną stoi facet potężny jak dąb. Jest uderzająco przystojny, ma falujące brązowe włosy i miodowe oczy. Przesuwa wzrokiem po całej mojej sylwetce, a ja natychmiast zaczynam się przejmować moją sfatygowaną koszulką, którą założyłam rano.

– Nie widziałem cię tu wcześniej – kontynuuje mężczyzna. – Pierwszoroczna?

– Tak – odnajduję głos, który uwiązł mi w gardle. Wskazuję lekko przez ramię. – Chciałam sprawdzić salę do walki, ale moja przewodniczka nie dała mi legitymacji. Myślisz, że mógłbyś mnie wpuścić?

Oczy mężczyzny ponownie omiatają moje ciało, zatrzymując się na piersiach i biodrach. Jego spojrzenie parzy jak błyskawica, co sprawia, że od razu staję się spięta. Krzyżuję ramiona na piersi. On parska śmiechem.

– Chcesz iść do sali walk? – pyta. – Czy ktoś taki jak ty nie powinien być bardziej zainteresowany flirtowaniem z chłopcami i zakładaniem domu?

– Nie interesuje mnie flirtowanie – warczę. Mam całkowicie dość gadek tego faceta i absurdów tej pieprzonej szkoły. – Jestem tu, żeby zostać wojowniczką.

Mężczyzna wpatruje się we mnie przez chwilę. Mruga jeszcze kilka razy, nie spuszczając wzroku z moich oczu, po czym unosi brew i mówi cicho, łagodnym tonem:

– Chcesz być wojowniczką?

– Tak jak właśnie powiedziałam, tak – odpowiadam.

Spogląda za moje ramię, a potem znowu na mnie. Kolejny raz lustruje moje ciało, tym razem zatrzymując wzrok na moich ramionach i nogach. W końcu mija mnie i zbliża nadgarstek do czytnika kart.

– Dzięki – mruczę.

Wchodzimy do środka. Wyciąga rękę w moją stronę.

– Kavros.

– Vespera – mówię powoli. Ignoruję jego dłoń.

– Vespera – powtarza. Cofa rękę i odchrząkuje. – To imię brzmi znajomo.

Zastygam. Zamykam oczy i biorę powolny oddech. Zaczyna się. – Tak – mówię. – Mój brat Kaelar tu studiuje. Jestem pasierbicą Alarica Thorne’a.

Kavros unosi brew. Reszta jego twarzy zastyga w twardym grymasie. – O, czyli właśnie wpuściłem do mojej siłowni najbardziej niesławną nową uczennicę?

Szlag.

Przygryzam wargę. Patrzę na Kavrosa i nie widzę złośliwości, jedynie ciekawość.

– Na pewno słyszałaś o nowym małym promyczku radości na naszym kampusie – mówi. – Może powinnaś spróbować ubiegać się o rolę matki. Może te umiejętności niani, które ma twoja matka-dziwka, są dziedziczne. To byłoby znacznie lepsze wykorzystanie czasu niż przychodzenie tutaj, by trenować na wojowniczkę, którą nigdy nie zostaniesz.

Wściekłość zalewa moje ciało.

Jak on śmie?!

– Pieprz się! – wypluwam. Dźgam go palcem w pierś. – Co ty sobie wyobrażasz?!

Podnosi ręce i śmieje się cicho. – Ooo, i co zrobisz, wojowniczko? Zadźgasz mnie palcem na śmierć?

Popycham go dłonią w klatkę piersiową. Ledwo drgnął, ten zwalisty kawał mięśnia i dupka zarazem. Zamiast tego wygląda na zszokowanego, że go dotknęłam.

– Wszyscy w tej cholernej szkole mają obsesję na punkcie tego głupiego, pieprzonego bachora! – Popycham go ponownie. – To, że moja matka była nianią, nie oznacza, że ja nią jestem! Ani że to ja powinnam zajmować się tym bachorem! – Popycham go jeszcze raz. Tym razem cofa się o krok. Na jego twarzy pojawia się jeszcze większy szok.

Na koniec mojej tyrady stoimy nos w nos. Oddycham ciężko, a moja klatka piersiowa raz po raz ociera się o jego pierś. Ten kontakt sprawia, że moje sutki twardnieją. To, w połączeniu z faktem, że Kavros patrzy na mnie jak na ofiarę, sprawia, że czuję w brzuchu wyładowania elektryczne. Unosi wyżej podbródek, po czym zaciska dłonie na moich bicepsach.

W ułamku sekundy obraca nas i przygważdża mnie plecami do ściany. Wsuwa nogę między moje, a biodrami unieruchamia mnie w miejscu. Próbuję z nim walczyć, ale w jego uścisku ledwo mogę się poruszyć.

– Puść… – wiercę się ponownie. – …mnie!

– Nie – ryczy. – Słuchaj mnie uważnie, dziewczynko.

Odciąga mnie od ściany i z impetem uderza o nią z powrotem. Moja głowa odskakuje, a wzrok na chwilę traci ostrość. Kavros potrząsa mną, a dwie postacie, które widzę przed oczami, znów zlewają się w jedną. Wygląda na wściekłego. Jego nozdrza drgają, a miodowy blask, który widziałam w jego oczach, zamienia się w ogień.

– Jesteś nowa, rozumiem – warczy. – Ale nie masz pojęcia, z kim zadzierasz. Wybrałaś niewłaściwego dupka do drażnienia. W tej szkole dostaję to, czego chcę i robię to, na co mam ochotę. Ludzie tacy jak ty – nie, więc lepiej zacznij się tego uczyć.

Udaje mi się oswobodzić jedną rękę i pchnąć jego potężną pierś. Prawie się nie poruszył, nadal mrożąc mnie wzrokiem, po czym chwycił mój nadgarstek swoją wielką dłonią. Jęczę, gdy wykręca mi rękę, a dotyk skóry o skórę pali żywym ogniem.

– Ta szkoła nie jest dla takich małych dziwek jak ty, które przychodzą tu szukać czyichś pieniędzy do wydania – syczy Kavros. – Nie wiem, jak twoja matka uwiodła Alarica, ale wiem, że nie pozwolę ci wbić pazurów w nikogo tutaj. Puszczam cię z ostrzeżeniem, ale jeśli jeszcze raz zobaczę cię w mojej siłowni, rozerwę cię na strzępy.

Puszcza mój nadgarstek i odsuwa się. Moje ciało chwieje się, niemal osuwam się na podłogę. Każda komórka mojego ciała pulsuje bólem. Kavros góruje nade mną z groźną miną.

– Jasne? – rzuca ostro.

Potakuję raz głową, usilnie starając się nie zajęczeć. Moja ręka drętwieje, rozmasowuję zaczerwieniony nadgarstek. Patrzę, jak Kavros rusza w głąb siłowni. Ma zaciśnięte pięści, a jego postawa wyraża czystą pogardę. Spoglądam na bolącą dłoń i zginam palce. Są sztywne, ale nic nie wydaje się złamane. Podnoszę wzrok, ale Kavrosa już nie ma. Zostałam sama w wejściu do centrum walki z pulsującym nadgarstkiem i urażonym ego. Opieram głowę o ścianę i zamykam oczy.

Może to nie był najlepszy pomysł. Owszem, życie w Grimvale nie było usłane różami. Ale przynajmniej bogate dupki nie spędzały tam całych dni na uprzykrzaniu mi życia.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: #Rozdział 2: Do wilczej jamy - Wzięta przez moich prześladowców alfa: Sekret niani | StoriesNook