Wpadam wściekła za wilkiem, nie mogąc przemienić się we własnego. Bo, kurwa, oczywiście żadnego nie mam. Idę przez kampus do centrum studenckiego i widzę z przodu wielkiego brązowego wilka, siedzącego na zadzie. Szczeka na mnie śmiechem. Posyłam mu gniewne spojrzenie, a on migocze i wraca do postaci Kavrosa.
– Trochę ci to zajęło – mówi.
– Przyszłam na piechotę – odpowiadam surowo. Nie muszę mówić






