languageJęzyk

#Rozdział 6: Nowa mama

Autor: Thalia Christopoulos4 maj 2026

– Jak, do kurwy nędzy, można zgubić dziecko?!

– Och, przestań, niby dlaczego to moja wina?! Zostawiłem ją z Sylem!

– A ja ci ją oddałem, kiedy szedłem na zajęcia!

– No cóż, miałem rzeczy do zrobienia!

– Prędzej ludzi.

– Odpierdol się, Nyktos. Przykro mi, że jesteś takim sztywniakiem.

– Przynajmniej nie jestem puszczalskim...

– DOŚĆ! – warknął Kavros. Poluźnił uścisk na kołnierzu Zavrosa i patrzył, jak jego brat bliźniak osuwa się na podłogę. – To wina nas wszystkich. Mieliśmy jej pilnować.

– Ja wykonałem swoje zadanie – odezwał się młodszy brat Kavrosa, Syl. Wskazał kciukiem na Zavrosa. – Ktoś sprowadzał sobie laski do pokoju, kiedy miał dyżur przy małej.

Zavros, wciąż siedząc na podłodze, uniósł ręce w obronnym geście. – Słuchajcie, chciałem z nią tylko porozmawiać o posadzie niani – powiedział. – To nie moja wina, że miała świetne cycki i to spojrzenie typu „bierz mnie”...

– Jesteś obrzydliwy – uciął Kavros. – Czy ty w ogóle myślisz o czymś innym niż cipa?

– Tak – odparł Zavros, wstając. – O moim fiucie.

Pozostali dwaj bracia jęknęli w odpowiedzi. Kavros aż kipiał ze złości. Przeszedł obok Zavrosa, celowo uderzając go barkiem. Zatrzymał się przed łóżeczkiem, w którym powinna znajdować się dziewczynka.

– No dobra, może – tylko może! – zasnąłem, kiedy jej pilnowałem – przyznał Zavros.

– Naprawdę jesteś nie do zniesienia – stwierdził czwarty brat, Nyktos.

– Wszyscy wiecie, jak ona ryczy – kontynuował Zavros. – W końcu się, kurwa, zamknęła, więc pomyślałem, że śpi. Zamknąłem oczy na jakieś pięć minut, a kiedy spojrzałem, już jej nie było. Myślałem, że Syl znowu przeprowadza na niej te swoje chore eksperymenty!

– One nie są chore – zaprotestował Syl. – Próbuję sprawdzić, czy zdołam okiełznać jej uśpionego wilka, żeby spróbował doprowadzić nas do jej matki. Uważasz, że są chore tylko dlatego, że ty i twój wilk nigdy nie odbyliście rozmowy na temat inny niż to, kogo przelecieć!

Zavros prychnął. – Mieliśmy mnóstwo głębokich konwersacji!

– Wystarczy – uciął Nyktos, najstarszy z nich. – Nieważne, który z was, idioci, faktycznie zgubił dziecko. Ważne, żebyśmy ją znaleźli. Ma dopiero rok i nie chcę, żeby była tam sama.

– Rozdzielmy się – zarządził Kavros, krzyżując ramiona na piersi. – Sprawdźcie każdą część kampusu. Nie mogła zajść daleko.

– Ja i Nyktos weźmiemy Kaelara i sprawdzimy południowy kampus – powiedział Syl.

– Ja i Zavros zajmiemy się północnym – zgodził się Kavros. – Spotykamy się przy świątyni za godzinę. – Bracia skinęli głowami swojemu liderowi, po czym ruszyli w różnych kierunkach.

Godzinę później zebrali się ponownie przy Sanktuarium Valkarów na terenie kampusu. Fasada z czarnego marmuru lśniła w świetle księżyca. Z lasu wyłonił się potężny blond wilk, otrząsnął się i powoli zmienił w Nyktosa. Odgarnął długie włosy z czoła i ruszył w stronę brata, który siedział na schodach świątyni.

– I jak? – spytał Syl.

Nyktos pokręcił głową. – Po tym, jak rozdzieliliśmy się przy południowej drodze, obszedłem zachodni obwód. Nikt nie widział dzieciaka.

– Kurwa – syknął Syl.

Z wschodniej strony świątyni wyłoniły się dwa kolejne wilki. Ciemnobrązowy podgryzał szarego. Obaj otrząsnęli się i przybrali ludzką postać. Zavros śmiał się z Kaelara Thorne’a, kampusowego bety, podczas gdy Kaelar patrzył na niego z pogardą.

– Niech to szlag, Zavros – warknął Kaelar. – Czy dla ciebie nic nie jest poważne?

– To tylko miłosne ugryzienie, skarbie – zagruchał Zavros. Kaelar wydał z siebie niski warkot.

Zza świątyni wyłonił się największy z pięciu wilków. Był ciemnoczekoladowy i potężniej zbudowany niż pozostała czwórka. Wydał ostrzegawcze szczeknięcie w stronę Zavrosa, po czym zmienił się w ludzką formę Kavrosa. Skrzywił się na widok brata bliźniaka.

– Skupcie się – syknął. Spojrzał na towarzyszy. – Znaleźliście coś?

W grupie zapadła cisza. Kavros zawarczał głucho. Odwrócił się i z całym impetem uderzył pięścią w pień pobliskiego drzewa. To natychmiast pękło na pół, a ogłuszający trzask rozdarł powietrze. Drzewo powoli zachwiało się i runęło na ziemię. Barki Kavrosa wciąż były spięte z gniewu, gdy odwrócił się do reszty.

– Niech ktoś zadzwoni do służb porządkowych – mruknął pod nosem Zavros. Syl lekko pacnął go w ramię.

– Szukaliśmy wszędzie – powiedział Nyktos. – Wysłałem nawet sygnał alarmowy do niektórych członków watahy, żeby mieli oczy otwarte. Nikt nic nie widział.

– Sprawdziliśmy Otchłań? – zapytał Kaelar.

Wszyscy bracia gwałtownie odwrócili się w jego stronę. Syl wyglądał na zdenerwowanego. Nyktos i Zavros mieli na twarzach zaciekawienie. Kavros strzelił kłykciami.

– Co z Otchłanią? – warknął.

Kaelar wzruszył ramionami. – Nie wiem – odparł niepewnie. – Czy to możliwe, że któryś z Nulli dorwał dziecko?

– Na przykład ta twoja suka, przyrodnia siostra? – wtrącił Zavros. – To przecież dzikie zwierzę.

Kavros uniósł brew, zmuszając Kaelara do odpowiedzi na pytanie bliźniaka. Kaelar wzruszył ramionami. Twarz Kavrosa wykrzywiła się w rozbawionym i pogardliwym uśmieszku.

– Jest wystarczająco harda, to na pewno – dodał. – Nikt nigdy nie próbował mnie uderzyć. Podziwiam jej tupet.

– Ma ogień w oczach, to pewne – prychnął Zavros. Zamilkł na chwilę. – Porusza we mnie jakąś głęboką strunę.

Nyktos posłał mu wymowne spojrzenie. – No dobra – powiedział. – Chodźmy przez kampus do Otchłani. Nawet jeśli dzieciaka tam nie ma, może ci idioci coś widzieli.

– To straszni tchórze – dodał Kaelar. – Jeśli cokolwiek widzieli, wyśpiewają to bez walki.

– Miej nadzieję, że to nie ta twoja siostra – rzucił Kavros. – Bo inaczej ma, kurwa, przerąbane.

Kaelar skinął głową. – Zgoda. Nie sądzę, żeby nawet mój ojciec wyciągnął ją z takiego bagna.

Po ostatnim skinieniu głową Kavros ruszył pędem w stronę lasu. Zniknął za drzewami i ułamek sekundy później potężny brązowy wilk gnał przez kampus. Reszta braci i Kaelar wymienili spojrzenia, po czym wszyscy ruszyli za Kavrosem. Z ich ciał wyłoniły się wilki, które popędziły śladem alfy.

Dotarcie na drugą stronę kampusu zajęło im zaledwie kilka chwil. Zatrzymali się przed rozklekotanymi drzwiami. Każda ludzka forma wyłoniła się z wilczej z zawziętością w oczach. Kavros wydał z siebie pół-ludzki warkot w stronę drzwi. Były zamknięte od środka. Z kolejnym fuknięciem Kavros uderzył piętą w zamek. Ten roztrzaskał się, a drzwi wyleciały z zawiasów. Z Kavrosem na czele cała piątka zeszła po schodach do Otchłani, wkraczając do słabo oświetlonej jaskini.

Z głębi korytarza dobiegło kilka głosów i chichotów. Kavros przyłożył palec wskazujący do ust, nakazując grupie ciszę. Skradali się przez Otchłań niczym łowcy. Gdy wyszli do lepiej oświetlonego pomieszczenia, śmiech stał się głośniejszy. Wszystkie głosy ucichły, gdy bracia zobaczyli scenę przed sobą. Ich oczy rozszerzyły się z niedowierzaniem.

Nullsi otaczali przyrodnią siostrę Kaelara, Vesperę. W jej ramionach spoczywało ich zaginione dziecko.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki