languageJęzyk

#Rozdział 4: Stawanie się zerem

Autor: Thalia Christopoulos4 maj 2026

Cztery potężne postacie stoją przede mną. Od razu wiem, że to bracia Valkar, bo wyglądają jak pieprzeni bogowie. Falujące mięśnie, ostro zarysowane szczęki i oczy, które zdają się płonąć.

Każdy z nich jest jednak nieco inny. Są dwaj identyczni mężczyźni, choć o skrajnie różnych wyrazach twarzy. Jeden to Zavros, wciąż uśmiechający się drwiąco i trzymający mnie za podbródek. Drugi mrozi mnie wzrokiem. Rozpoznaję w nim faceta, którego spotkałam wcześniej – Kavrosa. Wciąż bije od niego ta sama złość, z którą go zostawiłam.

Trzeci przygryza wargę. Stoi za Kavrosem i wygląda na nieśmiałego. Przebiega wzrokiem od jednego bliźniaka do drugiego. Jest równie piękny jak oni, ale ma inny nos i uderzające, lśniące szare oczy.

Czwarty stoi obok Kavrosa z takim samym szyderstwem na twarzy. Jest smuklejszy od pozostałej trójki, a jego włosy są na tyle długie, że wiją się wokół uszu. Jego piegi są znacznie wyraźniejsze niż u braci.

Zavros puszcza moją twarz i wykonuje gest w moją stronę. Kavros rzuca się naprzód. Porusza się jak błyskawica, tak szybko, że ledwo go widzę. Zanim się orientuję, jego ramiona oplatają mnie, przygważdżając w miejscu. Wiercę się lekko, ale uścisk jest nieugięty. Nigdzie się nie wybieram.

Drugi z gniewnych braci wyciąga plik zdjęć. Przegląda je, unosząc brew, po czym podaje je długowłosemu bratu.

– Ta przebiegła suka – mówi Zavros. Kręci głową z rękami na biodrach. – Naprawdę to sobie zaplanowała, co? Wyjść za Thorne’a. Wkręcić dzieciaka do LunisRiver i powtórzyć cały proces.

Długowłosy brat przerywa przeglądanie zdjęć, by zmierzyć mnie wzrokiem. To to samo spojrzenie, sprawiające, że skóra cierpnie, które posłała mi Vexia pierwszego dnia. Ponownie zerka na zdjęcia.

– Jej matka przynajmniej miała wygląd – mówi, przekazując zdjęcia kolejnemu bratu. – Ta laska wygląda, jakby przed chwilą wylazła z kanałów.

– O, pieprz się! – wykrzykuję, w końcu odzyskując głos.

Kavros parska śmiechem. Jego oddech jest gorący na mojej małżowinie usznej. Wywołuje to falę gorąca w całym moim ciele.

– Co? – pyta. – Zła, że złapaliśmy cię, zanim zdążyłaś usidlić jakiegoś złotego chłopca, dokładnie tak jak mamusia?

– Moja matka nikogo nie usidliła! – odcinam się. – Ona i Alaric naprawdę się kochają.

– Może ma rację – mówi czwarty brat. Ten nieśmiały. W końcu dostał zdjęcia. – Może Thorne rzeczywiście zakochał się w miejscowej niani.

Zavros prycha. – Proszę cię – mówi. – Thorne nie jest na tyle głupi. Naprawdę myślisz, że nie wyczułby pazernej dziwki?

To ostatnie słowo odbija się echem w moich uszach i widzę czerwono przed oczami. – Pieprz się! – krzyczę ponownie. – Wy, bogate dupki, myślicie, że tylko pieniądze się liczą!

Mimo beznadziejnej sytuacji, znów zaczynam się szarpać. Ramiona zaciśnięte wokół mnie ani drgną, więc decyduję się na inne środki. Zatapiam zęby w ramieniu opasującym moją klatkę piersiową. W moich ustach pojawia się metaliczny posmak, a za plecami słyszę krzyk bólu. Uścisk natychmiast słabnie.

Upadam na podłogę, dysząc. Cofam się na czworakach, trzymając wrogów przed sobą. Wszyscy patrzą na mnie z mieszanką szoku i obrzydzenia. Długowłosy brat parska.

– Ostrożnie, Kavvi – mówi. – Jeszcze zarazi cię jakąś syfiastą chorobą zbieraczy złomu.

Kavros potrząsa ramieniem i przeklina. Krew przestała płynąć, został tylko wyraźny odcisk moich zębów na jego skórze. Warczy na mnie.

– A pomyśleć, że miałem pozwolić tej wariatce pilnować dziecka – syczy.

Prostuje się i mrozi mnie wzrokiem. Serce mi zamiera. Mimo wszystkich gnojów, jakich znosiłam w życiu, ten jest najbardziej przerażający. Spogląda na braci.

– Chłopaki – mówi. – Myślę, że mamy tu kolejnego Nulla.

Bracia wybuchają śmiechem. Patrzę na nich wszystkich z nieopisanym obrzydzeniem. – Co to, do kurwy, jest Null? – warczę.

– Najniższa kasta w tej szkole – mówi Zavros. – Każdy, kto coś znaczy, odmówi ci rozmowy. Do tego będziesz mieszkać w piwnicy. – Jego usta wykrzywiają się w złowrogim uśmiechu. – Mam nadzieję, że lubisz zimno.

– Och, przestańcie – odgryzam się. – Nie możecie oczekiwać, że się na to zgodzę. Myślicie, że skoro tatuś jest właścicielem szkoły, to możecie robić, co chcecie?

– My nie myślimy – mówi Kavros. – My to wiemy.

Kręcę głową i parskam drwiąco. Cała ta sytuacja jest absurdalna. Mam dość mężczyzn. Użeram się z dupkami, odkąd skończyłam siedem lat. Jedenaście pieprzonych lat znoszenia męskiego gówna. Przynajmniej w Grimvale wszyscy wiedzieli, żeby ze mną nie zadzierać, odkąd jednemu kolesiowi rozpłatałam ramię sztyletem.

Mój sztylet.

Moja ręka natychmiast wędruje do kieszeni. Żelazny sztylet spoczywa pod moją dłonią i w tej chwili wydaje się moim wybawcą. Powoli podnoszę się na nogi. Celowo się chwieję, żeby pomyśleli, że jestem słaba. A potem uderzam.

Wyrywam sztylet z kieszeni i rzucam się na Kavrosa. Jestem szybka, ale on jest szybszy. Odskakuje w bok, gdy tnę powietrze. Pozostali bracia natychmiast zaczynają warczeć gdzieś na obrzeżach mojego pola widzenia. Obracam ostrze w dłoni i przyjmuję pozycję ofensywną. Ponownie tnę powietrze. Kavros wycofuje się poza mój zasięg. Jest niebezpiecznie blisko ściany. Wiem, że mam go w garści.

Chcę zadać ostateczny cios, ale mój nadgarstek zostaje przechwycony. Zanim w ogóle dociera do mnie, co się dzieje, lecę w powietrzu. Moje plecy uderzają o ziemię, a ból przeszywa kręgosłup. Ciężar ciała Kavrosa przygważdża mnie do podłoża. Czuję chłód na szyi. Moja dłoń jest pusta i od razu wiem, że to on ma mój sztylet.

Gorące powietrze znów muska moje ucho, a po skórze rozlewa się żar. Moje sutki twardnieją, a ja szarpię się pod nim. Czy to mało upokarzające, że przed chwilą mnie pokonali? Czy muszę do tego czuć podniecenie?

Kavvi śmieje się do mojego ucha. – Jesteś taka młoda – grucha. Dreszcz przebiega wzdłuż mojego obolałego kręgosłupa i uderza w poturbowane ego. – Jeszcze nie nauczyłaś się, że to nie broń czyni cię łowcą. Tylko umiejętności. Coś, czego tobie wyraźnie brakuje.

Jego ciężar znika z mojej klatki piersiowej, a ja gwałtownie wypuszczam powietrze z płuc. Po raz pierwszy staję przed poczuciem, że nie jestem wystarczająca. Siła, z której jestem tak dumna, nie może sprostać potędze zakorzenionej w krwi Alf braci Valkar.

– O, słonko – grucha Zavros z boku. – Jeszcze nawet nie daliśmy ci posmakować życia na naszym kampusie, a ty już wyglądasz tak żałośnie. Jesteś skończona.

Patrzę na niego, starając się powstrzymać łzy napływające do kącików oczu. Zmieniam je w gniew i pluję mu pod nogi. To tylko sprawia, że śmieje się głośniej. Ktoś inny podciąga mnie na nogi. Rzucają mi szarą kamizelkę i zmuszają, bym ją założyła, cały czas się śmiejąc.

Kavros ustawia mnie pod ścianą i wyciąga telefon. Robi mi zdjęcie, podczas gdy bracia zanoszą się śmiechem za jego plecami. Odwraca telefon i pokazuje mi fotkę. Wyglądam na niej okropnie – rozczochrana i ubrudzona błotem. Pod zdjęciem widnieje napis: „SZCZUR KANAŁOWY. STRZEŻCIE SIĘ TEGO NULLA!!!!”. Kavvi zabiera telefon, a ja widzę jego szyderczy uśmiech, gdy wrzuca zdjęcie na Instagram.

– Witaj w świecie Nulli – mówi i uśmiecha się z nienawiścią.

Podnoszę wzrok i napotykam spojrzenie Kaelara, który obserwował to wszystko. Cmoka z naganą i wybucha uśmiechem tak podłym, że dreszcz przeszywa mi plecy.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: #Rozdział 4: Stawanie się zerem - Wzięta przez moich prześladowców alfa: Sekret niani | StoriesNook