George wreszcie puścił butelkę, gdy Louisa zainterweniowała. Jego oczy zaczerwieniły się, gdy na nią spojrzał – w końcu nadal jej na nim zależało.
Rzucił się do przodu i mocno omiótł ją ramionami. – Kochanie...
– Nie nazywaj mnie tak. Jesteśmy rozwiedzeni. Puść mnie! – Louisa z całej siły szamotała się, by go odepchnąć.
George przybrał wyraz udręki, opierając głowę na jej ramieniu. – Kochanie, bol






