Gdy Louisa zastanawiała się, czy powinna przywitać się z Julianem, z drugiego końca restauracji zbliżył się ostry stukot obcasów.
Potem rozległ się zachwycony, pełen oczekiwania głos Abigail: – Panie Tudor, jest pan!
W jednej chwili walące serce Louisy wróciło do swojego zwykłego rytmu. Zupełnie jakby ktoś podał jej środek uspokajający, stała się wręcz upiornie spokojna. Nie było już potrzeby się






