Twarz Louisy oblała się gorącym rumieńcem, a serce biło jej jak oszalałe. Czyżby nie stali trochę za blisko?
Jej myśli rozpierzchły się niczym liście podczas burzy. Walczyła ze sobą, by uformować jakąś spójną myśl, aż w końcu zdołała powiedzieć: "A może po prostu zabierzemy go ze sobą?"
Julian zaśmiał się cicho. "Mogłabyś go zabrać, wstawić do wazonu, odżywiać wodą, chronić przed wiatrem i deszcze






