Julian podszedł, podrapał Szatana po łbie i powiedział do Louisy: "Chodźmy do gabinetu."
Louisa uśmiechnęła się i przypomniała mu: "Panie Tudor, jest już prawie ósma. Lot mamy o dziewiątej trzydzieści. Jeśli będziemy zwlekać, spóźnimy się. Może weźmie pan najpierw prysznic?"
Jej intencja była krystalicznie czysta – nie chciała słuchać jego wyjaśnień.
Teddy dał do zrozumienia, że nie ma już ochoty






