Próbowałem otworzyć oczy, ale nieustanny młot walący wewnątrz mojej czaszki zmuszał je do pozostania zamkniętymi. Jakiś rodzaj zaschniętego płynu – nie byłem pewien, czy to krew, smarki, czy błoto – pokrywał moją twarz zaschłą warstwą, a ja co jakiś czas drgałem palcem, by upewnić się, że wciąż żyję.
Gorąc i przenikliwe zimno jakimś cudem jednocześnie zawładnęły moim ciałem, wpędzając mnie w pewn






