Zapukałem do drzwi Maddoxa i wszedłem do środka. Pospiesznie próbował coś upchnąć do szuflady.
– Co ty tam chowasz? – zapytałem, bo nigdy wcześniej nie widziałem go w takim stanie.
– Niczi – powiedział, a z jego ust wyleciała przekonująca chmura okruchów.
– Taa, jasne. Co jesz? – dopytałem. Przełknął głośno, robiąc świetną imitację boa dusiciela.
– Jem? Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Myślę, że na






