Delikatnie wprowadziłem Elarę do kuchni i odkręciłem wodę w kranie. Kazałem jej stanąć przed zlewem, a sam stanąłem za nią i trzymałem jej dłoń pod strumieniem wody. W niczym nie przypominała kobiety, którą wyobrażałem sobie jako żonę mojego syna. Spodziewałem się kogoś bardziej podobnego do jego matki. Ale Elara była zupełnie inna. Była piękna, i to nie tylko na zewnątrz; te krótkie przebłyski jej osobowości, które udało mi się dostrzec, mówiły mi, że jej wnętrze jest równie urocze. Nie powinienem zwracać na takie rzeczy uwagi, a już na pewno nie powinienem wyobrażać sobie, jak wyglądałaby nago w łóżku ani jakie dźwięki by z siebie wydawała, rozpadając się na kawałki pod moimi dłońmi. Ale byłem draniem i właśnie o tym fantazjowałem, patrząc, jak wychodzi, by przynieść numer telefonu do prawnika. To, jak jej ciało dopasowało się do mojego, gdy trzymałem ją za rękę i starałem się skupić na ocenie rany, sprawiało, że trudno było nie ulec tym wizjom. Na środku jej dłoni kawałek szkła przebił skórę.
– Masz pęsetę i apteczkę? – zapytałem. Mój głos brzmiał niemal jak szept; wmawiałem sobie, że to po to, by utrzymać ją w spokoju. Minęło sporo czasu, odkąd widziałem atak paniki o takiej sile, jak ten, którego doświadczyła wcześniej. Widziałem je u moich braci z piechoty morskiej, sam też kilka razy byłem blisko. Choć nie byłem ekspertem, domyślałem się, że atak Elary wynikał z wcześniejszej traumy.
– Tak, w łazience mam apteczkę, powinna tam być pęseta – odpowiedziała.
– Czy mogę po nią pójść? – zapytałem. Nie chciałem przekraczać granic, zwłaszcza że i tak była już na krawędzi. Przytaknęła.
– To te drzwi w korytarzu – wskazała.
– Zaraz wracam, trzymaj rękę pod wodą. – Powstrzymałem się w ostatniej chwili, by nie złożyć pocałunku na czubku jej głowy. To, że nazwałem ją „skarbie”, i to dwukrotnie, było błędem. Musiałem się ogarnąć. Była o połowę młodsza ode mnie i była żoną mojego syna, cóż, byłą żoną. Ale mimo wszystko. Pospieszyłem do łazienki po potrzebne rzeczy. Podobnie jak reszta mieszkania, wyglądała przytulnie. Urządzono ją w ciepłych barwach, a w pomieszczeniu bez okien stały nawet rośliny. Chwyciłem apteczkę i wróciłem do kuchni. Elara stała tam, gdzie ją zostawiłem; wyglądała na wyczerpaną, a ja poczułem wyrzuty sumienia, że tak wtargnąłem w jej życie, pogarszając i tak już zły wieczór. Położyłem apteczkę na blacie obok zlewu, powstrzymując się, by nie przyciągnąć jej w ramiona. Przypomniałem sobie, że nie jest moją własnością, bym musiał ją chronić i o nią dbać. – Pozwól, że na to spojrzę – powiedziałem, starając się być delikatnym, gdy kładła dłoń w mojej ręce. Jej zaufanie sprawiło, że serce mocniej mi zabiło. Wziąłem pęsetę i spojrzałem na nią. – Może lepiej odwróć wzrok – zasugerowałem. Spojrzała mi w oczy i skinęła głową. Zamknęła te piękne błękitne oczy i zanim zdążyła się spiąć, wyciągnąłem szkło z jej dłoni i przyłożyłem kompres do rany, dociskając go kciukiem. Gwałtownie otworzyła oczy, spojrzała na mnie, a potem na swoją rękę.
– Dziękuję – szepnęła.
– Cała przyjemność po mojej stronie. A teraz usiądźmy na chwilę, niech krwawienie ustanie. Potem zajrzę tam jeszcze raz, żeby upewnić się, że wyjęliśmy wszystko – powiedziałem.
– Muszę posprzątać – odparła. Jej wzrok powędrował w stronę salonu, a ja bałem się, że znów wpadnie w spiralę lęku.
– Hej, skarbie, co powiesz na to: ty usiądziesz i napijesz się tej wody, na którą miałaś ochotę, a ja pozbieram potłuczone szkło – zaproponowałem, przeklinając się w duchu za to, że znów użyłem tego określenia. Wyleciało mi z ust tak naturalnie, jakby to było coś oczywistego.
– Nie mogę ci na to pozwolić – zaprotestowała.
– Nic się nie stanie. Wpadłem tu i zdenerwowałem cię tuż po wizycie detektywów. To najmniejsza rzecz, jaką mogę zrobić – nalegałem, prowadząc ją do kanapy i pilnując, by omijała odłamki szkła. – Siedź i uciskaj kompres. – Opadła na poduszki.
– Dziękuję. – Posłałem jej tylko uśmiech i poszedłem po wodę. Chwilę zajęło mi znalezienie miejsca, w którym trzymała szklanki. Gdy wróciłem, siedziała z opuszczoną głową, patrząc na swoje kolana.
– Proszę bardzo – powiedziałem, podając jej szklankę.
– Dziękuję – odparła, biorąc naczynie. Upijała łyk, a potem trzymała szklankę oburącz. Zacząłem zbierać szkło z dywanu. Coś mi tu nie pasowało. Jasne, detektywi potrafią być dupkami, ale Brecken nie pozwoliłby swoim ludziom na takie naciski, by doprowadzić Elarę do takiego stanu wycieńczenia. Nie sądziłem też, by moja wizyta wywołała aż taką reakcję. W tej historii było coś więcej. Zastanawiałem się, czy mam prawo naciskać, by mi powiedziała, ale miałem złe przeczucie, że to wszystko sprawka Garricka. Więc w pewnym sensie to była moja sprawa.
– Wiem, że już o to pytałem, ale jesteś pewna, że detektywi nie przesadzili? – zapytałem, kładąc kolejny odłamek na stoliku kawowym. Zauważyłem, jak Elara sztywnieje.
– N-nie, byli w porządku – odparła. Przeskanowałem podłogę po raz ostatni i uznałem, że jest czysta. Usiadłem obok niej, nieco bliżej niż wcześniej. Nie odsunęła się, a ja znienawidziłem przypływ dumy, który poczułem w środku.
– Jest coś, czego mi nie mówisz, skarbie. Nie pomogę ci, jeśli nie będę wiedział, na czym polega problem – powiedziałem, biorąc jej skaleczoną dłoń w swoją.
– Dlaczego miałbyś mi pomagać? – zapytała. To było sensowne pytanie. Zazwyczaj nie oferowałem pomocy ot tak, za darmo i nie znając szczegółów. Ale wmawiałem sobie, że robię to przez wzgląd na syna. To była wygodna wymówka.
– Mam wrażenie, że to wszystko dzieje się przez Garricka. To nie fair, że ty musisz sprzątać ten bałagan – powiedziałem, podnosząc kompres i przyglądając się jej dłoni. Przesunąłem kciukiem po jej wnętrzu, wmawiając sobie, że sprawdzam, czy nie zostały tam jakieś drobinki szkła. Tej nocy opowiadałem sobie mnóstwo bajek.
– Nawet jeśli. Sam mówiłeś, że nie macie ze sobą kontaktu – zauważyła. Podniosłem na nią wzrok; przyglądała mi się uważnie. Wzruszyłem ramionami, sięgając po plaster, który przyniosłem z kuchni.
– To mój syn. Czuję się za niego odpowiedzialny. Nie było mnie przy nim, gdy dorastał. Rozstałem się z jego matką, a większość jego dzieciństwa spędziłem na misjach na całym świecie. To częściowo moja wina, że stał się takim człowiekiem – wyznałem, zastanawiając się, czy nie uderzyłem się ostatnio w głowę. Od kiedy to otwierałem się przed kimś w taki sposób?
– To szlachetne z twojej strony. Ale nie sądzę, żebyś mógł coś zrobić. – Wyglądała na tak zmęczoną i pokonaną, że chciałem przyciągnąć ją do siebie i obiecać, że wszystko będzie dobrze, że będę ją chronił. Dobra, naprawdę musiałem okiełznać ten instynkt opiekuńczy, zanim zrobię coś, czego będę żałował.
– Tego nie wiem, jestem współwłaścicielem VaneCore Security – powiedziałem. Spojrzała na mnie pustym wzrokiem, a ja zaśmiałem się pod nosem, naklejając plaster. – Spójrz tylko, staram się zaimponować ci, a ty nie masz pojęcia, o czym mówię – zażartowałem. W nagrodę otrzymałem nieśmiały uśmiech. Uśmiechnięta Elara była dla moich racjonalnych myśli jeszcze groźniejsza niż ta smutna. Wiedziałem, że jeśli zostanę, będę miał kłopoty. Rozsądnie byłoby znaleźć wymówkę i wyjść. Cóż, nigdy nie słynąłem z nadmiernego rozsądku. – Razem z moim najlepszym przyjacielem jesteśmy właścicielami największej prywatnej firmy ochroniarskiej na zachodnim wybrzeżu – wyjaśniłem. Mogłem już puścić jej dłoń, była opatrzona i gotowa. Ale nadal spoczywała w mojej ręce. – Poradzę sobie z większością problemów, więc powiedz mi o wszystkim i pozwól sobie pomóc. – Zawahała się, przygryzła wnętrze policzka, a potem spojrzała na mnie.
– Kiedy byli tu detektywi, pytali, czy znam człowieka nazwiskiem Zoltan Volkov – wyznała, a ja nie mogłem powstrzymać wiązanki przekleństw, która wyrwała mi się z ust. Spojrzała na mnie z zaskoczeniem. – Wiesz, kto to jest.
– Wiem. To szef lokalnej rodziny mafijnej. Wielkie kłopoty, ma powiązania z organizacjami w całym kraju, a krążą słuchy, że nawet w swojej ojczyźnie – wyjaśniłem. Pobladła, a ja nie mogłem jej winić. – Czy detektywi powiedzieli ci, że Garrick ma z nim coś wspólnego? – zapytałem. Pokręciła przecząco głową.
– Nie wprost, ale to sugerowali. I... – Urwała i zamknęła oczy.
– I co, skarbie? – zapytałem, delikatnie gładząc kciukiem jej dłoń.






