Jakim cudem ten seksowny „srebrny lis”, na którego praktycznie wpadłam wcześniej tego samego dnia, stał teraz pod moimi drzwiami, twierdząc, że jest ojcem mojego byłego? Przez moment zastanawiałam się, czy ktoś nie rzucił na moje drzwi jakiegoś uroku przyciągającego dziwnych mężczyzn. Choć nie wierzyłam w takie rzeczy, po wieczorze takim jak ten szybko zmieniałam zdanie. Wyglądał na równie zaskoczonego co ja. Za nim widziałam panią Kravitz, która znów była w swoim żywiołowym, wścibskim żywiole. Chwilę wcześniej nawet bym nie marzyła o zdjęciu łańcucha z drzwi, biorąc pod uwagę to, co się działo. Ale miałam pytania, na które chciałam znać odpowiedzi, a ten człowiek sprawiał, że czułam się bezpiecznie. Co było głupie. Był o dobrą głowę i pół wyższy ode mnie, jego ciało zdawało się zbudowane z granitu i nie miałam żadnych szans, by go obezwładnić, gdyby spróbował mnie skrzywdzić. Ale były też te miodowe oczy. Zanim zdążyłam to przemyśleć, przymknęłam drzwi, a gdy zaczął protestować, odpięłam łańcuch i otworzyłam je na oścież.
– Chyba lepiej będzie, jeśli wejdzie pan do środka – powiedziałam. Popatrzył na mnie przez chwilę, po czym skinął głową i minął mnie w drzwiach. Gdy przechodził obok, poczułam dolatującą do moich nozdrzy korzenną nutę. Zamknęłam drzwi, przekręciłam klucz i założyłam łańcuch z powrotem, bo nie miałam pojęcia, dokąd zmierza ten wieczór i założyłam, że pewnie ktoś jeszcze spróbuje się tu dzisiaj dobijać.
– Proszę usiąść. Chciałby pan herbaty czy kawy? – zapytałam, wskazując na kanapę.
– Nic mi nie trzeba, dziękuję, Elaro. Czy mogę się tak do ciebie zwracać, czy wolisz, bym używał formy „pani Thorne”? – zapytał, siadając. Uświadomiłam sobie, jak mała jest moja kanapa. Niezależnie od tego, gdzie bym usiadła, byłabym blisko niego. Moje ciało przeszył dreszcz na tę myśl, ale rozsądek podpowiadał, że to zły ruch. Czy poczułby się urażony, gdybym przyniosła sobie krzesło? Postanowiłam nie ryzykować i usiadłam na kanapie tak daleko od niego, jak tylko się dało.
– Elara wystarczy. Nie używam już nazwiska Thorne – oznajmiłam i odłożyłam wałek do ciasta, który wciąż trzymałam w ręku, na stolik kawowy. Jego wzrok podążył za tym ruchem i wydawało mi się, że dostrzegłam w jego oczach rozbawienie.
– A to dlaczego? – zapytał.
– Ponieważ nie jestem już żoną Garricka.
– Od kiedy? – Zmarszczyłam brwi. Moje wygłodniałe ciało mogło reagować na niego jak kot na kocimiętkę, ale gdzieś musiałam postawić granicę.
– Nie chcę być nieuprzejma, wydaje się pan miłym człowiekiem. Ale to prywatna sprawa i nie czuję się komfortowo, dzieląc się nią z panem. – On również zmarszczył brwi.
– Jako ojciec Garricka uważam, że mam prawo wiedzieć – stwierdził. Tym razem przyszła kolej na moją konsternację.
– Nie chcę być niegrzeczna, panie Vane, ale poznałam ojca Garricka. To nie jest pan – odparłam. To najwyraźniej nie wprawiło go w lepszy nastrój.
– Po pierwsze, mów mi Ryker. Po drugie, jestem jego ojcem. Może nie jestem znaczącą częścią jego życia, ale niemniej jednak to mój syn. Zgaduję, że poznałaś nowego męża mojej byłej, Trentona – mruknął ten przystojny mężczyzna na mojej kanapie. Powoli zaczęłam układać te klocki w całość. To prawda, że nigdy nie słyszałam, by Garrick nazywał Trentona ojcem, ale ponieważ nie wspomniał o posiadaniu innego ojca, uznałam to za kolejny z jego dziwactw.
– Och. Przepraszam za to.
– Jak to możliwe, że byłaś żoną mojego syna i o tym nie wiedziałaś? – zapytał.
– A jak to możliwe, że byłam żoną pana syna i nigdy pana nie spotkałam? – odbiłam piłeczkę. Uśmiechnął się przelotnie, a ja poczułam, że serce mi bije jak szalone.
– Punkt dla ciebie – przyznał. – Prawdę mówiąc, ja i Garrick nie mamy najlepszych relacji. Odkąd cztery lata temu odciąłem go od pieniędzy, nie rozmawialiśmy ze sobą. – Brzmiał, jakby tego żałował. Częścią powodu, dla którego trudno mi było uwierzyć, że Ryker jest ojcem Garricka, było to, jak bardzo obaj się od siebie różnili.
– Więc dlaczego zjawił się pan tutaj dzisiaj? – zapytałam.
– Mam kumpla w policji, dał mi znać, że Garrick ma kłopoty. Sądzę, że policja już z tobą rozmawiała – powiedział. Na wzmiankę o policji cała się spięłam.
– Tak, dwóch detektywów – potwierdziłam. Patrzył na mnie, jakby próbował coś wybadać.
– Czy źle cię potraktowali? Grozili ci? – zapytał, a ku mojemu zaskoczeniu w jego głosie wyczułam gniew. Pokręciłam głową.
– Nie. Nie powiedziałabym, że było to przyjemne doświadczenie, ale chcieli tylko wiedzieć, gdzie jest Garrick. Powiedziałam im, że nie wiem i że lepiej, aby porozmawiali z moim prawnikiem, bo to on miał wszelkie kontakty z Garrickiem, odkąd złożyłam pozew o rozwód – wyjaśniłam.
– Wiedziałem, że się pobraliście, ale nie miałem pojęcia, że się rozstaliście – zauważył Ryker.
– To świeża sprawa. Rozwód uprawomocnił się dwa tygodnie temu – powiedziałam.
– Czy detektywi powiedzieli ci, dlaczego szukają mojego syna?
– Nie wprost – odparłam. Wiedziałam, że unikam konkretów, ale nie wiedziałam, czy mogę mu ufać w kwestii tego, co wydarzyło się po wyjściu detektywów. Znów na mnie spojrzał. Poczułam, że się rumienię pod jego intensywnym spojrzeniem i skarciłam się w duchu, by wziąć się w garść.
– Czy mógłbym dostać numer do twojego prawnika? – zapytał.
– Oczywiście, ale detektywi pewnie już do niego dotarli – odparłam, wstając. Wzruszył ramionami.
– Mam sposoby na zdobywanie informacji, których policja nie posiada – powiedział, a ja poczułam, jak narasta we mnie napięcie. Kim on był? Dlaczego mówił takie rzeczy i co to oznaczało? Czy był gangsterem jak tamci? Trochę tak wyglądał – jakby jeden z głównych bohaterów mrocznego romansu wyszedł prosto z kart książki i zasiadł na mojej kanapie. To wszystko sprawiało, że robiłam się nerwowa.
– Przyniosę go panu. Napiję się też wody, podać panu coś? – zapytałam, prostując się. Próbowałam ukryć lekkie drżenie rąk.
– Nic mi nie trzeba, dziękuję – odparł, nie spuszczając ze mnie wzroku. Gdy szłam do kuchni, czułam na plecach jego spojrzenie. Nabazgrałam nazwisko i numer mojego prawnika na karteczce samoprzylepnej i nalałam szklankę wody. Przez cały ten czas czułam, jak obserwuje mnie z salonu. Moje nerwy były na skraju wytrzymałości. Podając mu karteczkę, straciłam koncentrację na szklance wody i przechyliłam ją, pochylając się do przodu. Woda wylała się i ku mojemu przerażeniu chlupnęła prosto na nogawkę spodni Rykera.
– O Boże. Tak strasznie przepraszam, bywam czasem taka niezdarna, naprawdę przepraszam, przyniosę ręczniki papierowe i to wytrę. Tak strasznie mi przykro – wyrzucałam z siebie, nie śmiąc na niego spojrzeć.
– Wszystko w porządku, to tylko trochę wody. Nic się nie stało – uspokajał mnie.
– Nie, nie. To moja wina, powinnam bardziej uważać, naprawdę, naprawdę przepraszam – kontynuowałam. Mój niepokój gwałtownie rósł, zaczęłam wpadać w spiralę paniki. Próbując przeprosić Rykera po raz setny, poczułam, że moje dłonie i stopy stają się lodowate i zanim się spostrzegłam, szklanka wyślizgnęła mi się z rąk. Próbowałam ją złapać, ale mój refleks zawiódł. Zamiast tego uderzyłam szklanką o stolik i ta rozprysła się w drobny mak. Miałam przerąbane. – Przepraszam, tak mi przykro, nie chciałam. Jestem po prostu niezdarna, staram się taka nie być, ale czasem po prostu tak wychodzi – zaczęłam bełkotać, powstrzymując łzy i klękając między kanapą a stolikiem, by pozbierać szkło. Poczułam na ramieniu ciężką, pewną dłoń. Była ciepła, podczas gdy moje ciało wydawało się wypychać z siebie całe ciepło. Ryker klęczał teraz przede mną, patrząc mi prosto w oczy.
– Skarbie, potrzebuję, żebyś wzięła głęboki oddech. Możesz to dla mnie zrobić? – Jego głos był niski i spokojny. Skinęłam głową. – Dobrze, zróbmy to razem. – Wziął głęboki wdech, a ja poszłam w jego ślady. Wspólnie wypuściliśmy powietrze. Poczułam, jak napięcie zaczyna opuszczać moje ciało, a kłębiące się myśli uspokajają się. – Już lepiej – powiedział. – Takie rzeczy się zdarzają, to żaden problem. Ale jesteś ranna, skarbie. Pokaż mi swoją rękę. – Sięgnął po moją dłoń, a ja, pozwalając mu ją ująć, ze zdziwieniem zauważyłam plamy krwi. Jego palce były delikatne, gdy rozchylił moją dłoń. Cmoknął z troską, widząc odłamek szkła, który wbił się w mój naskórek. – Pomogę ci wstać, a potem przemyjemy to w kuchni – powiedział. Tylko skinęłam głową. Czułam, że jego opanowanie sprawiło, że oddałam się w jego ręce. W jakiś sposób przy nim czułam się bezpieczna.






