languageJęzyk

Rozdział 1

Autor: Sophia Reynolds4 maj 2026

Wpatrywałam się w dokument. Kilka parafek, mój podpis i ten etap mojego życia dobiegnie końca. Z moich ust wyrwało się łkanie, więc wzięłam głęboki oddech. Wszystko było w porządku – chciałam tego, walczyłam o to, to był mój cel. To mogła być prawda, ale stawienie czoła ostateczności wcale nie przypominało zwycięstwa. Czułam to jak porażkę. Może zawiodłam jako żona; Bóg wie, że Garrick powtarzał mi to wystarczająco często.

Garrick był moim rycerzem w lśniącej zbroi. Poznaliśmy się na moim pierwszym roku studiów. Zazwyczaj nie chodziłam na imprezy, ale moja współlokatorka męczyła mnie tak długo, aż w pewien piątek uległam. Nienawidziłam tego; czułam się nieswojo, znałam tylko Livię, moją współlokatorkę, a ona zniknęła po dziesięciu minutach. Stałam w kuchni, marząc o tym, by stać się niewidzialną i zastanawiając się, po jakim czasie wypada już wrócić do domu. Wtedy zauważyło mnie dwóch mężczyzn i zaczęło ze mną rozmawiać. Próbowałam się rozluźnić i włączyć do rozmowy, ale sprawiali, że czułam się niekomfortowo, a kiedy przysunęli się bliżej, zaczęłam wpadać w panikę. Wtedy właśnie do mnie podszedł. On, przez wielkie „O”. Garrick, chłopak z bractwa, o którym mówili wszyscy na kampusie. Mężczyźni chcieli nim być, kobiety chciały się z nim umawiać. Przystojny, bogaty, z błyskotliwą przyszłością, która na niego czekała. Podszedł do tych dwóch typów i zbeształ ich za to, że wprawiali mnie w zakłopotanie.

– Wszystko w porządku? – zapytał, gdy tamci sobie poszli.

– Tak. Dziękuję – odpowiedziałam, spodziewając się, że zaraz wróci na imprezę do swoich znajomych.

– Nie ma problemu, to idioci. Najwyższy czas, żeby ktoś im to powiedział. Nie masz nic przeciwko, jeśli potowarzyszę ci przez chwilę? W tamtym pokoju jest tak głośno, że ledwo słyszę własne myśli – zapytał. Byłam oszołomiona, po prostu pokręciłam głową, próbując wymyślić jakąś błyskotliwą odpowiedź. Wziął sobie piwo i przyniósł jedno także dla mnie. Nie chciałam mu mówić, że nie piję, więc siorbałam je powoli, starając się na niego nie gapić. Był niesamowicie przystojny; miał blond włosy ułożone w artystycznym nieładzie, a jego niebieskie oczy wydawały się pełne ciepła i humoru. Jego szczupła sylwetka i niemal anielska twarz tworzyły idealną całość. Nie mogłam uwierzyć, że spędza czas właśnie ze mną. Po krótkiej wymianie zdań i wypiciu piwa zapytał, czy nie chciałabym z nim zatańczyć. Nie tańczyłam, ale jemu nie potrafiłam odmówić. Wziął moje wciąż niemal pełne piwo i postawił je na blacie. Chwycił mnie za rękę i poprowadził na parkiet. To była najlepsza zabawa w moim życiu. Gdy impreza dobiegała końca, odprowadził mnie do akademika i wymieniliśmy się numerami telefonów. Zanim tamtej nocy moja głowa dotknęła poduszki, byłam już w nim zakochana.

Wróciłam do rzeczywistości i westchnęłam. To było wtedy, a teraz jest teraz. Chwyciłam długopis i pospiesznie podpisałam każde miejsce oznaczone różową naklejką na wszystkich egzemplarzach dokumentów. Odłożyłam długopis i przygotowałam się na falę bólu i żalu. Nigdy nie nadeszła. Ze zdziwieniem uświadomiłam sobie, że nie zostało już we mnie nic, co mogłoby boleć. Stałam się odrętwiała. Chwyciłam telefon, wezwałam kuriera i włożyłam dokumenty rozwodowe do żółtej koperty. Przekazałam ją kurierowi, gdy tylko przyjechał, i poczułam ulgę, wiedząc, że za kilka godzin papiery dotrą do mojego prawnika. Żeby mieć pewność, że będzie na nie czekał, wysłałam mu też SMS-a. Odpisał, że dobrze się spisałam i mam teraz odpocząć, bo najtrudniejszą część mamy już za sobą. Teraz mogłam zacząć czerpać korzyści z tego wszystkiego. Zaśmiałam się pustym śmiechem i poszłam do kuchni, gdzie wzięłam butelkę czerwonego wina, otworzyłam ją i nalałam sobie solidną porcję do kieliszka. Ale potem spojrzałam na nie i poczułam obrzydzenie. To nie był mechanizm radzenia sobie, którego potrzebowałam. Wino wylądowało w zlewie, wraz z resztą zawartości butelki. Pięknie, pięćdziesiąt dolarów poszło w błoto. Zaczynałam swoje niezależne życie w „najlepszy” możliwy sposób. Musiałam się wziąć w garść i naprostować resztę swojego życia. Popełniłam błąd, który kosztował mnie dobre sześć lat. Mogło być gorzej. Uwolniłam się, miałam pokaźną sumę pieniędzy na start i plan.

Następnego dnia zadzwonił mój prawnik. Zgodnie z przewidywaniami, Garrick złożył ofertę odkupienia ode mnie swojej firmy. Prawnik powiedział, że jeśli wykażę się odrobiną cierpliwości, moglibyśmy podbić cenę. Ale ja chciałam po prostu mieć to już za sobą. Nie chciałam puścić Garricka w skarpetkach – no, może byłoby to miłe – ale wystarczała mi satysfakcja, że to on sfinansuje moje nowe życie. Jego pierwotna oferta pokrywała to, czego potrzebowałam. Powiedziałam więc prawnikowi, żeby ją przyjął i dopilnował, by umowa została podpisana jak najszybciej. Gdy tylko się rozłączyłam, zadzwoniłam do Kaelena.

– Najlepsza! – wykrzyknął, odbierając.

– Kaelen! – odpowiedziałam z taką samą energią. Kaelen był moim najlepszym i jedynym przyjacielem, a zarazem bratem z wyboru.

– I jakie wieści? – zapytał.

– To koniec. Wczoraj podpisałam ugodę rozwodową, a dzisiaj „Ten, którego imienia nie wolno wymawiać” przysłał ofertę odkupienia firmy. Przyjęłam ją – oznajmiłam.

– Tak trzymaj, dziewczyno! – powiedział. – Co dalej?

– Teraz czekam, aż pieniądze wpłyną na konto, a umowa zostanie sfinalizowana. Potem biorę mojego najwspanialszego przyjaciela i idziemy szukać idealnego miejsca na moją piekarnię – odparłam.

– Krzyżyk na drogę tamtemu typowi i niech ci się darzy. Jako twój najwspanialszy przyjaciel będę na każde twoje wezwanie. Daj mi tylko znać kiedy i gdzie, a przyniosę szampana, żebyśmy mogli świętować, gdy już znajdziemy to idealne miejsce.

– Dziękuję. Kocham cię.

– Ja ciebie też, laleczko. – Ta rozmowa poprawiła mi nastrój. Kaelen zawsze potrafił to zrobić. Przez tak długi czas nie wiedziałam, czy kiedykolwiek dotrę do tego punktu, więc nie pozwalałam sobie na zbyt wielką nadzieję. Ale teraz mogłam zacząć planować. To nie był mój pomysł, żeby Garrick przepisał firmę na mnie. Szczerze mówiąc, wydało mi się to dziwne, gdy pierwszy raz to zaproponował. Ale jak zwykle miał jakieś mętne wymówki, a potem tak mnie zagadał, że uznałam swoje wątpliwości za głupie. Twierdził, że nie mam pojęcia, o czym mówię, i w końcu udawał zranionego, że tak nisko go oceniam. To zadziałało – zawsze działało, dopóki nie przejrzałam na oczy i nie zobaczyłam, jaki jest naprawdę. Wciąż nie byłam pewna, dlaczego to zrobił. Oczywiście wiązały się z tym pewne korzyści podatkowe, ale wydawało się to zbyt ryzykowne tylko dla niższego podatku. Właściwie to było mi to obojętne. Bo to oznaczało, że po rozwodzie stałam się jedyną właścicielką jego interesów. Ja ich nie chciałam, ale Garrick – owszem. Były jego dumą i radością. Stały się więc moją kartą przetargową, by dostać to, czego potrzebowałam: pieniądze. Postrzegałam to jako rekompensatę za wszystko, przez co mnie przeczołgał, za wszystkie blizny, które zostawił na moim sercu i duszy. On odzyska swoje „dzieci”, a ja zdobędę środki na stworzenie nowego życia i podążanie za marzeniami. Najlepszą częścią – no, prawie najlepszą – był widok twarzy mojej byłej teściowej, gdy zdała sobie sprawę, że dostanę firmę dzięki intercyzie, którą sama kazała mi podpisać. Przez całe nasze małżeństwo była prawdziwym koszmarem. To ona upierała się, że jestem łowczynią majątków dybiącą na pieniądze jej syneczka, i nalegała na intercyzę stanowiącą, że to, co posiadali, ma pozostać ich własnością i nie być zaliczane do majątku wspólnego. To miało chronić ich cenne pieniądze, ale oznaczało również, że zatrzymałam jego firmy. W przypływie niezwykłej odwagi podziękowałam Valerii za to, że tak upierała się przy tej umowie. Spojrzenie, którym mnie uraczyła, było warte niemal tyle samo, co pieniądze, które miałam dostać od jej syna. Uśmiechnęłam się do siebie, nalałam sobie soku, wzięłam babeczkę, którą upiekłam wcześniej, i usiadłam przy stole w mojej małej kawalerce. Wyciągnęłam iPada i zaczęłam pracować nad biznesplanem. To działo się naprawdę – w końcu byłam wolna, a moje marzenie miało się spełnić.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: Rozdział 1 - Zakochałam się w ojcu mojego byłego męża | StoriesNook