W poniedziałek rano moja bańka udawania, że „sprawa” Garricka nie istnieje, pękła. Zadzwonili z prokuratury, chcąc umówić się ze mną na przesłuchanie w środę rano. Porozmawiałam z moją przełożoną, a ona dała mi wolne na całe środowe przedpołudnie. Następnie zadzwoniłam do Rykera. Pozwolono mu wrócić do biura. Tym razem poczyniłam pewne kroki, aby uniknąć powtórki z poprzedniego razu.
– Słonko, coś






