Rory
Dziedziniec był srebrny od szronu, kiedy wyszłam na zewnątrz. Mój oddech tworzył obłoczki w powietrzu, a ja przez chwilę po prostu tam stałam, pozwalając, by zimno szczypało mnie w twarz. Po tym wszystkim — rytuale, nieprzespanych nocach, szeptach o Venatorum — nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo brakowało mi ciszy, która nie była przesiąknięta strachem.
Nie było idealnie. Akademia nadal no






