*Xander*
– Czujesz to?
Głos Isaaca przebił się przez drzewa przed nami, cichy i napięty. Zrównałem z nim krok; moje buty chrzęściły na szronie, gdy powietrze uległo zmianie. Zapach uderzył w nas sekundę później – dym, ciężki od żelaza i zgnilizny. Nieświeży, ale też nie stary.
– Venatorum – mruknąłem.
Skinął głową, a jego szczęka się zacisnęła. – Albo to, co z nich zostało.
Potem poruszaliśmy się






