*Rory*
W pokoju w akademiku było zbyt cicho.
Nie był to ten rodzaj ciszy, który przynosi spokój, ale ten, który ciąży w klatce piersiowej i sprawia, że każda myśl staje się głośniejsza, niż powinna. Siedziałam zwinięta w kłębek na skraju łóżka Xandera, z kolanami podciągniętymi do brody, wpatrując się w swój nadgarstek, gdzie kiedyś wypaliło się słabe widmo runy.
Już jej tam nie było – fizycznie –






