*Rory*
Obudziło mnie gorąco.
Nie takie zwyczajne, nie ciepło koców czy miarowy piec wtulonego ciała wilka, ale ten rodzaj, który siedzi za oczami i pod skórą, gorączka, która należy do samego szpiku.
Moje usta były suche, gardło zdarte, a kiedy próbowałam przełknąć ślinę, miałam wrażenie, jakby na moim języku pozostał popiół.
Sufit nade mną nie należał do skrzydła szpitalnego. Był to ciemny kamień






