*Rory*
Łańcuchy zadźwięczały, gdy pociągnęłam; tępy brzęk, który szarpnął moje ramiona i otarł skórę pod kajdankami do żywego mięsa.
Goiła się co kilka godzin. Tylko po to, bym znowu zaczęła ciągnąć i odnawiała siniaki.
Przetestowałam je już z pół tuzina razy od wyjścia Durnhama – wykręcając nadgarstki, aż moje barki krzyczały, szarpiąc wystarczająco mocno, by żelazo wpijało się w kość.
Ale desper






