AARON
Cisza po jej wyjściu nie była po prostu ciężka.
Była pieprzoną czarną dziurą.
Stałem zamrożony na środku mojego gabinetu, z dłońmi wciąż opartymi o krawędź biurka, jakbym powstrzymywał się przed rozniesieniem tego pieprzonego miejsca na strzępy. Jej zapach wciąż unosił się w powietrzu – kwiatowy, miękki, zniewalający. Echo jej głosu przylgnęło do ścian. Ale jej już nie było.
A każda






