AARON
Dwa dni.
Czterdzieści osiem pieprzonych godzin ciszy.
Żadnego ruchu. Żadnych sygnałów z lokalizatora jej samochodu. Żadnych trafień z rozpoznawania twarzy. Jej telefon? Martwy. Karty kredytowe? Nietknięte. Brak aktywności w mediach społecznościowych. Brak śladów z miejskiego monitoringu. Venus wyparowała, jakby wszechświat postanowił połknąć ją w całości, a ja — Aaron Sinclair — rozlatywa






