Migoczące światło świec tańczyło na ścianach chaty, rzucając długie, złowrogie cienie. Wyjący wiatr ucichł, ale cisza, która po nim nastała, była ciężka i duszna. Nagle pięść uderzyła w drzwi, wprawiając stare drewno w drżenie.
Roman Carver, którego stoicka maska w końcu pękła, zerwał się na równe nogi. W jego oczach płonęła furię – był to całkowity kontrast dla radosnego wieczoru, jaki sobie wyob






