Punkt widzenia Elory
Zerknął na szkielet w szklanej gablocie – pustą, pozbawioną życia figurę osoby, która znaczyła dla mnie najwięcej na tym świecie. Stała tam, zimna i nieruchoma, będąc groteskowym przypomnieniem o wszystkim, co było nie tak z tym miejscem i z Corvinem.
Wrócił do mnie wzrokiem, a jego spojrzenie złagodniało na ułamek sekundy, ale gniew wciąż tam był, ukryty tuż pod powierzchnią.






