Perspektywa Elory
Gdy wiatr zawył głośniej, poczułam, jak coś we mnie pęka. Moje dłonie, wciąż wyciągnięte przed siebie, zaczęły mrowić, a ciepło rozlało się po moich ramionach. Zanim zdążyłam to pojąć, moje wnętrza dłoni zaczęły świecić. Złociste światło wytrysnęło z mojej skóry niczym płynny ogień, jasne i potężne, rozchodząc się po palcach, jakby miało własne życie.
To światło — było takie samo






