Punkt widzenia Lorenza
Nie spałem od dwóch dni.
To nie był prawdziwy sen. Nie taki, który przynosi odpoczynek ciału. Tylko krótkie chwile, w których zamykałem oczy, a mój umysł i tak nie przestawał pracować. Za każdym razem, gdy odchylałem głowę, pojawiały się obrazy. Twarz Sienny. Jej głos. Sposób, w jaki na mnie patrzyła, kiedy mi ufała.
Potem otwierałem oczy, a jej wciąż nie było.
Przemierzałem






