Słowa strażnika uderzyły mnie niczym kamień w żołądek. „Coś się stało”. Tylko tyle powiedział, ale to wystarczyło, by moje myśli pognały w każdym możliwym kierunku. Wyprostowałem się, a napięcie w pokoju stało się tak gęste, że niemal dławiło.
— Zostańcie tutaj — rzuciłem do Sienny i Fiammetty. Mój głos był stabilny, cichy, ale nie było w nim teraz ani krzty łagodności. Obie zamarły, odprowadzając






