POV Lorenza
Pokój był cichy. Zbyt cichy. To ten rodzaj ciszy, od którego swędziała mnie skóra. Siedziałem w fotelu przy oknie, a światło księżyca wpadało przez zasłony niczym blade wstęgi kładące się na podłodze. Dotykało krawędzi łóżka i wędrowało wzdłuż twarzy Sienny, łagodząc wszystko, czego dotknęło. Wreszcie zasnęła. Po tym wszystkim, w końcu odpłynęła. Jej oddech był powolny i miarowy, a rzę






