languageJęzyk

2

Autor: Soren Vane29 cze 2026

Perspektywa Elary

„Przepraszam, musiałem wziąć coś z biblioteki” – rozległ się cichy męski głos od strony drzwi.

Obróciłam się na krześle, a mój wzrok spoczął na tyczkowatym chłopaku stojącym niezręcznie w przejściu.

Miał ciemnobrązowe włosy i ciemne oczy skryte za wielkimi oprawkami okularów. Był też całkiem wysoki.

„Laro, poznaj Quinna. Oprowadzi cię po szkole i pomoże trafić do klas” – powiedział dyrektor Sterling.

Skinęłam głową, odbierając od niego kartkę i wstając. Quinn zaczerwienił się, gdy do niego podeszłam.

Quinn odwrócił się do mnie z zakłopotaną miną. „Cześć. Witaj w Falls High. Quinn Barrett, do usług szanownej pani” – wyciągnął grzecznie dłoń.

Uśmiechnęłam się. „Szanownej pani? Chyba nikt się jeszcze tak do mnie nie zwrócił” – zażartowałam i uścisnęłam mocno jego dłoń. „Jestem Elara Vance”.

Ruszyliśmy korytarzem, a on poprosił o moją kartkę. Przebiegł po niej wzrokiem. „A więc skąd jesteś, Elaro? Rzadko trafia się tu ktoś nowy. Szczególnie w środku semestru” – zaśmiał się, rzucając mi szybkie spojrzenie.

„Z Michigan” – odpowiedziałam.

Uniósł brwi. „I co cię sprowadza do takiego małego miasteczka?”

Odwróciłam wzrok i przełknęłam ślinę. Nie chciałam rozmawiać o tym, co mnie tu sprowadziło. Gdybym to zrobiła, musiałabym wspomnieć o mamie. A nie byłam jeszcze gotowa, by o niej mówić.

Na szczęście Quinn zrozumiał i zmienił temat.

„To jak, jesteś introwertyczką czy ekstrawertyczką? Muszę wiedzieć, czy będziemy mogli razem spędzać czas” – zażartował, na co zachichotałam.

„Zdecydowanie introwertyczką” – skinęłam głową z uśmiechem. Udało mu się odwrócić moją uwagę od poprzedniego pytania.

Uniósł zaciśniętą pięść i wykonał triumfalny gest w powietrzu. „Tak! Introwertycy górą!”.

Pokręciłam głową, przygryzając dolną wargę, by powstrzymać uśmiech. Przysunęłam się bliżej niego, gdy korytarzem przebiegła grupka rozwrzeszczanych chłopaków.

„Ej, uważaj, Chad!” – wrzasnęła jakaś dziewczyna, o mało nie przewrócona na ziemię.

Quinn parsknął śmiechem. „Normalka w Falls High”.

„Dobra, najpierw oprowadzę cię po szkole, a potem zaprowadzę na pierwsze zajęcia. Co ty na to? Masz ochotę na małą wycieczkę?” – szczerze się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech. „Jasne”.

Quinn oprowadził mnie po budynku. Przez cały czas czułam na sobie zaciekawione spojrzenia, ale byłam zdecydowana nie zwracać na nie uwagi. Jeśli czegoś nienawidziłam, to właśnie bycia w centrum uwagi. A teraz skupiałam jej na sobie całkiem sporo... niestety.

Ale rozumiałam, że jestem świeżym mięsem... właściwie nową, błyszczącą zabawką w szkole. Kto by nie chciał jej przetestować – czyli mnie.

„Więc to jest sala gimnastyczna, gdzie zazwyczaj musimy biegać kółka i grać w dwa ognie. Jestem święcie przekonany, że moja twarz działa na piłki jak magnes” – prychnął, otwierając drzwi.

W ułamku sekundy, gdy tylko drzwi się uchyliły, do moich uszu dobiegło stęknięcie, a zaraz po nim kolejne, głośniejsze i bardziej charczące. Mój wzrok natychmiast spoczął na trzech chłopakach. A dokładniej na czterech. Dwaj trzymali trzeciego za ramiona, podczas gdy czwarty brał zamach pięścią. Od razu było widać, co się święci.

Spojrzałam na chłopaka, którego trzymali. Z ust ciekła mu krew, a zęby miał czerwone od posoki. Dwaj napastnicy natychmiast przenieśli wzrok na mnie, co sprawiło, że ten postawniejszy, który zadawał ciosy, również obejrzał się przez ramię.

W tej samej chwili mocniej zacisnęłam palce na pasku torby.

Te zielone oczy napotkały moje spojrzenie. Prosty nos, pełne usta z kolczykiem tuż przy kąciku. Gęste brwi, z których jedna też była przekłuta, ostra, męska linia szczęki...

Boże, ten chłopak wyglądał jak grecki bóg. Był najprzystojniejszym facetem, jakiego kiedykolwiek widziałam.

Szkoda tylko... że najwyraźniej był zwykłym tyranem.

Zrobiłam krok w przód, ale Quinn natychmiast chwycił mnie za nadgarstek i pokręcił ostrzegawczo głową.

W jego oczach coś się malowało.

Czy to był strach?

Przełknął ślinę. „Lepiej nie, Elaro. Najlepiej zostawić ich w spokoju i nie wtrącać się”.

Spojrzałam z powrotem na całą czwórkę, zwłaszcza na trzymanego chłopaka, ze wszystkich sił starając się unikać wzroku tego o hipnotyzujących zielonych oczach.

Usta bitego chłopaka wykrzywiły się w kpiącym uśmiechu, gdy splunął krwią na podłogę.

„To wszystko, na co cię stać, Kaelen?” – wycharczał, a jego uśmieszek tylko się poszerzył, mimo że jego szczęka wyglądała na złamaną.

„Ale oni go...” – zaczęłam i spojrzałam na Quinna. Niepokój i strach w jego oczach tylko przybrały na sile. Pokręcił gwałtownie głową.

„Zaufaj mi. To tutaj normalka. Najlepiej będzie stąd iść” – pociągnął mnie za ramię.

Przygryzłam dolną wargę i niechętnie dałam się odciągnąć. Spojrzałam za siebie jeszcze raz, zanim drzwi się zamknęły.

Te zielone oczy...

Dlaczego sprawiały, że czułam dziwne motyle w brzuchu?

Odwróciłam się. „Jesteś pewien, że nie powinniśmy wezwać dyrektora? Może stać się coś złego. Myślę, że powinniśmy wrócić i to przerwać”.

Chciałam zawrócić, ale Quinn mnie powstrzymał.

„Marcello, jesteś tu nowa. Jest jedna rzecz, którą musisz wiedzieć o Falls High, a właściwie o całym tym mieście. Pilnujesz własnego nosa i idziesz dalej. Ludzie tacy as my nie powinni wtrącać się w sprawy takich jak oni. Zaufaj mi. Kablowanie nic nie da”.

W jego głosie brzmiało ostrzeżenie, które mnie zaniepokoiło. Zupełnie jakby wiedział coś, o czym ja nie miałam pojęcia.

Cokolwiek działo się na tej sali... musiało być tutaj normą, tak jak wspomniał. Być może wiedział lepiej. Może faktycznie najrozsądniej było posłuchać jego ostrzeżenia.

Ruszyliśmy dalej, a ja co chwilę zerkałam za siebie, by sprawdzić, czy któryś z tych chłopaków nie wychodzi z sali.

„Więc kim byli ci kolesie?” – zapytałam Quinna, przenosząc na niego wzrok.

Spojrzał na mnie i odpowiedział z westchnieniem: „Ten blondyn z czerwonymi pasemkami to Tobias. Taki trochę got, dziwnie cichy. Ten z długimi brązowymi włosami to Gideon. To dosłownie męska dziwka, zwykle szuka tu guza. Chłopak, którego bili, ma na imię Lucien. Zawsze mają z nim jakiś problem. A ten, który wręcz promieniuje niebezpieczeństwem, z czarnymi jak atrament, rozczochranymi włosami, to Kaelen. On jest tu dosłownie bogiem szkoły. Wszyscy niemal całują ziemię, po której stąpa. Ale czy można im się dziwić? Koleś wygląda jak rasowy supermodel”.

Zmarszczyłam nos. „But wydaje się zwykłym bandziorem. Cała trójka”.

Quinn rzucił mi spojrzenie z ukosa. „Po prostu trzymaj się od nich z daleka, Elaro. Zaufaj mi, nie chcesz zajść im za skórę”.

Najnowszy rozdział

Łączna liczba rozdziałów: 100

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki