♡ Perspektywa Elary ♡
Zmarszczyłam brwi.
Siedziałam na jego miejscu?
Przyjrzałam się uważnie ławce – była nowa i niezapisana.
Uniosłam głowę i moje spojrzenie skrzyżowało się z tymi zielonymi tęczówkami, które sprawiły, że w brzuchu zawiązał mi się supeł.
Zignorowałam to uczucie i rzuciłam: „Twoim miejscu?”
Kącik ust Kaelena uniósł się w ledwo zauważalnym uśmieszku. „Tak, Elaro”.
Sposób, w jaki wypowiedział moje imię... Zacisnęłam uda.
Co to, u licha, było za uczucie?
„Siedzisz na moim miejscu” – dokończył z jeszcze szerszym uśmiechem.
Jeszcze mocniej zmarszczyłam brwi.
Czy był aż takim dupkiem, żeby naprawdę kazać mi się przesiąść?!
Spojrzałam na niego spode łba. „Tu obok jest wolne krzesło” – wskazałam na puste miejsce obok mnie.
„Ale ja nie chcę tam siedzieć. Chcę mojego miejsca” – podkreślił, a w jego oczach błysnęło rozbawienie.
Zerknęłam za jego plecy na pana Granta, spodziewając się, że każe Kaelenowi poszukać innego krzesła, najlepiej wolnego.
But pan Grant usilnie unikał patrzenia w naszą stronę.
Rozejrzałam się po klasie. Wszyscy patrzyli na mnie ze współczuciem.
Czy oni wszyscy bali się Kaelena?
Czy był jakimś cholernym księciem, o którym nic nie wiedziałam?
„Elaro” – Kaelen wyrwał mnie z rozmyślań.
Ponownie spojrzałam mu w oczy i natychmiast tego pożałowałam. W moim brzuchu rozpętała się prawdziwa burza.
Zacisnęłam pięści.
Uniósł gęstą brew. „Moje miejsce”.
Zacisnęłam zęby, wściekła na niego i na całą klasę. „Dobra” – syknęłam, zgarnęłam swoje rzeczy i wstałam.
Usiadłam na wolnym krześle, piorunując go wzrokiem, podczas gdy on zachichotał i wygodnie rozparł się na miejscu, które przed chwilą zajmowałam.
„Świetnie, skoro wszyscy w końcu znaleźli swoje miejsca, możemy zaczynać lekcję” – pan Grant klasnął w dłonie.
Jemu też posłałam wściekłe spojrzenie. Jako nauczyciel był kompletnie bezużyteczny. Czy to nie do niego należało ukrócenie tego, jak Kaelen bezczelnie wyrzuca mnie z ławki?
Zamiast tego odwrócił wzrok, jakby sam bał się konfrontacji z Kaelenem.
Pokręciłam głową, rzuciłam ostatnie nienawistne spojrzenie rozbawionemu Kaelenowi i skupiłam się na lekcji.
-
Po kilku kolejnych lekcjach szkoła wreszcie dobiegła końca.
Narzuciłam z powrotem kurtkę.
„A tak przy okazji, idziesz ze mną” – rzucił nagle Quinn, wkładając bluzę z kapturem. Na zewnątrz lało jak z cebra. Było cholernie zimno, ale nie będę kłamać – nawet mi się to podobało.
Zmarszczyłam brwi, patrząc na niego ze zdziwieniem. „Ale gdzie dokładnie?”
Przewrócił oczami i zamknął szafkę. Zrobiłam to samo.
„Tam, gdzie uderza każda szanująca się nastolatka”.
Uniosłam obie brwi. Szanująca się nastolatka?
„O czym ty w ogóle mówisz?” – zachichotałam. W ciągu tych kilku godzin zdążyłam już przywyknąć do barwnej osobowości Quinna. Westchnął głośno, wziął mnie pod ramię i pociągnął za sobą.
„Idziemy do najlepszej knajpy w tym mieście. Do Micka. Serwują tam najlepsze burgery i frytki na świecie. A ja po prostu umieram z pragnienia na myśl o coli light”.
„Daleko to jest?”
Potrząsnął głową. „Niezbyt. Jakieś osiem minut jazdy samochodem. No weź, idź ze mną” – szturchnął mnie żartobliwie. Wyszliśmy ze szkoły.
Przygryzłam wargi, zastanawiając się.
Zaczęłam się martwić. Dominic miał mnie przecież odebrać.
„Dobrze, tylko najpierw zapujam tatę”.
Quinn skinął głową.
Napisałam szybką wiadomość do Dominica, mając nadzieję, że szybko ją odczyta i odpisze.
Odpisał zaledwie po kilku sekundach.
Dominic: „Jasne, Laro, super, że próbujesz spędzać czas z ludźmi. Zakoleguj się z kimś i weź dla mnie burgera. I pamiętaj, żeby zadzwonić, jeśli będziesz potrzebować transportu do domu”.
Odpisałam mu dziękuję i wsunęłam telefon do torby.
„Co powiedział?” – zapytał Quinn z szeroko otwartymi, podekscytowanymi oczami.
Uśmiechnęłam się. „Zgłosił zgodę. Wygląda na to, że idziemy do Micka”.
Uniósł pięść w geście triumfu. „Tak! To zbierajmy się, bo umieram z głodu, a do normalnego funkcjonowania potrzebuję tej cholernej coli light”.
Skinęłam głową i pobiegliśmy przez deszcz. Quinn poprowadził mnie do szarego pick-upa z napędem na cztery koła i szybko go otworzył.
„Wyglądamy jak zmokłe szczury” – parsknął, gdy tylko usiedliśmy w szoferce.
Roześmialiśmy się, a Quinn wyjechał z parkingu. Osiem minut później zatrzymaliśmy się przed całkiem ładnie wyglądającą knajpką. Deszcz zdążył już osłabnąć i tylko mżyło.
Na zewnątrz kręciła się grupa nastolatków, śmiali się i biegali w deszczu...
Zupełnie nie przejmowali się tym, że mogą się przeziębić. „O mój Boże, umieram z głodu” – jęknął Quinn, przytrzymując mi drzwi. Gdy je pchnął, mały dzwoneczek nad nimi cicho zadzwonił.
„Dziękuję” – uśmiechnęłam się, wchodząc do przytulnego wnętrza.
W środku było ciepło, a zapach jedzenia sprawiał, że ciekła ślinka. Quinn skierował mnie do wolnej loży. Usiedliśmy, a po chwili podeszła do nas młoda dziewczyna o imieniu Sloane, by przyjąć zamówienie. Była przyjaciółką Quinna, ale nie było jej dziś w szkole.
Najwyraźniej pilnie potrzebowała gotówki, więc wzięła cały dzień w pracy.
Jej oczy miały niezwykły, jasnoniebieski kolor zmieszany ze srebrem. Ciemna skóra lśniła w ciepłym świetle, a czarne, kręcone włosy prezentowały się wspaniale. Ogólnie rzecz biorąc, była zjawiskowo piękna.
Nagle dzwoneczek nad drzwiami znów zadzwonił, zwracając naszą uwagę. Sloane jęknęła pod nosem. „Świetnie. Fantastycznie. Dokładnie tego mi dziś brakowało”.
Od razu zrozumiałam powód jej niezadowolenia i sama zesztywniałam na ich widok. Kaelen, Tobias i Gideon. Weszli do środka, roztaczając wokół siebie tak potężną, onieśmielającą aurę, że przytulna i ciepła atmosfera lokalu w jednej chwili stała się napięta i elektryzująca.
Ale nie byli sami.
Nie.
Towarzyszyły im cztery dziewczyny. Jedna z nich dosłownie uczepiła się Kaelena jak pijawka, chichocząc i wpatrując się w niego, jakby był miłością jej życia.
Wydawało mi się, że widziałam ją na którejś lekcji, ale nie byłam pewna. Starałam się unikać wpatrywania się w ludzi, bo wyglądali na takich, którzy wolą, żeby im się ne przyglądać.
Przyjrzałam się jej.
Była wysoka, na pewno wyższa ode mnie. Brakowało jej zaledwie kilkunastu centymetrów do wzrostu Kaelena, a on był naprawdę wysoki. Jej ciemne włosy opadały na plecy luźnymi falami, a kiedy odwróciła się, by omiatać wzrokiem salę, zauważyłam, że jej oczy miały piękny, ciepły odcień jasnego miodu.
Była olśniewająca. Ale to, jak bardzo kleiła się do Kaelena, z jakiegoś powodu bardzo mi się nie podobało.
Quinn zaśmiał się ze Sloane.
„Jesteś niemożliwa” – parsknął.
Nagle te ciepłe miodowe oczy napotkały moje spojrzenie i wyglądało na to, że dziewczyna ściągnęła na mnie uwagę całej reszty.
Poruszyłam się niespokojnie.
Jakaś rudowłosa dziewczyna szepnęła jej coś do ucha. Coś, co sprawiło, że w jej oczach błysnął blask, a na jej karminowych ustach pojawił się kpiący uśmieszek.
Powiedziała coś i pociągnęła za sobą Kaelena oraz resztę grupy. W moim brzuchu zawiązał się supeł, gdy zdałam sobie sprawę, że idą prosto w naszym kierunku.






