Perspektywa Elary
W sekundzie, gdy rozbrzmiał dzwonek, spakowałam rzeczy i zarzuciłam torbę na ramię. Wybiegłam z klasy w niecałą minutę.
„Elaro”.
Znowu ten jego aksamitny, zachrypnięty głos za moimi plecami.
Zesztywniałam, rozglądając się za Quinnem i próbując ignorować tego mrocznego chłopaka za mną. Nie wyglądał na kogoś, czyją uwagę mogłabym przyciągnąć. To było dziwne, że w ogóle próbował ze mną rozmawiać.
Szczególnie po tym, co wcześniej zrobił tamtemu chłopakowi.
Gdzie, do cholery, podziewał się Quinn?
Mówił przecież, że spotka się ze mną tutaj, żeby zaprowadzić mnie na następną lekcję.
„Jak na kogoś tak niskiego, całkiem szybko chodzisz” – Kaelen zaśmiał się tuż obok mnie.
Przełknęłam ślinę. Dogonił mnie.
Zmierzyłam go wzrokiem z ukosa, odsuwając się na bok. „Mógłbyś, nie wiem, dać mi święty spokój?”
Uniósł gęstą brew. „A to niby dlaczego?”
Już miałam mu odpowiedzieć, gdy nagle zawołał mnie Quinn. „Hej, Elaro, tutaj!” – uniósł rękę, machając, żebym podeszła.
Spojrzałam na Kaelena, który zmarszczył brwi, i fuknęłam pod nosem: „Po prostu trzymaj się ode mnie z daleka”.
Po tych słowach niemal podbiegłam do Quinna, który wodził wzrokiem to na mnie, to na Kaelena. Gdy tylko się przy nim znalazłam, wziął mnie pod ramię i skierował w stronę kolejnej sali.
Na razie nie odzywał się ani słowem.
Co było dość dziwne.
Myślałam, że zacznie mnie wypytywać o Kaelena.
Zerknęłam na niego z ciekawością. Był taki milczący.
W końcu obejrzał się za siebie, westchnął i przerwał ciszę: „Elaro, o czym rozmawiał z tobą Kaelen?”
Dlaczego w jego głosie dało się słyszeć cień strachu?
Czy Kaelen naprawdę był aż tak straszny?
„Próbował się przedstawić. Powiedziałam mu, żeby trzymał się ode mnie z daleka” – odpowiedziałam po chwili wahania.
Quinn skinął głową. „Myślę, że dobrze zrobiłaś. Od tych kolesi i ich paczki lepiej trzymać się z daleka”.
Meseczki mi się marszczyły. Widziałam wcześniej, jak Kaelen okłada tamtego chłopaka, ale zastanawiało mnie, dlaczego Quinn robi się taki spięty na samą myśl o nim.
Czy nad nim też się znęca?
Ciekawość wygrała i nim zdążyłam pomyśleć, zapytałam: „Ciebie też bije?”
Quinn rzucił mi szybkie spojrzenie z ukosa i odpowiedział: „Nie. Ludzi takich jak my nie bije. Ale mimo wszystko najlepiej trzymać się od niego i jego paczki z daleka”.
Przygryzłam wargę. Znowu te same słowa. Ludzie tacy jak my. Co on miał na myśli?
Chciałam go o to dopytać, ale mi przerwał. „Jesteśmy na miejscu. Miłej historii, będę czekał na zewnątrz, żeby zaprowadzić cię na następną lekcję” – uśmiechnął się i pożegnał, zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać.
Westchnęłam i weszła do klasy. Byłam jedną z niewielu osób, które już tu były. Oraz... chłopak, którego Kaelen wcześniej okładał pięściami.
Siedział z tyłu, rozwalony na krześle z bezczelną miną, podczas gdy dwie ładne dziewczyny siedziały na jego ławce. Obie obejmował ramionami.
Zachichotały z czegoś, co powiedział, a jego pewny siebie uśmieszek jeszcze się poszerzył.
But to nie to przykuło mój wzrok do jego twarzy. Chodziło o to, że nie było na niej – a zwłaszcza na jego szczęce – żadnego śladu po uderzeniach. Wyglądał na całkowicie nienaruszonego.
Szybko odwróciłam wzrok, gdy nagle na mnie spojrzał. Spiekłam raka.
He caught me looking.
Czym prędzej podeszłam do wolnej ławki. Jak najdalej od niego.
Kiedy opadłam na krzesło, wciąż czułam na sobie jego spojrzenie. Nie podobało mi się ono i sprawiło, że przeszły mnie ciarki.
„Hej, nowa”.
Zesztywniałam.
To było oczywiste, że próbował zwrócić na siebie moją uwagę.
Poruszyłam się niespokojnie i powoli odwróciłam głowę. Uśmiechnął się szeroko, szczerząc zęby.
Wzdrygnęłam się.
Mogłabym przysiąc, że mignęły mi spiczaste kły. Ale zniknęły tak szybko, że uznałam, iż to tylko moja wyobraźnia.
„Jak się nazywasz?”
Czy naprawdę chciałam podawać mu swoje imię?
Z tego co wiedziałam, mógł być po prostu kolejnym kumplem Kaelena, a ich bójka to tylko jakaś szorstka, męska zabawa. Faceci w mojej starej szkole też tak robili.
Wypuściłam cicho powietrze.
Przecież i tak prędzej czy później się dowie.
„Elara”.
Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. „Ładne imię jak na ładną ludzką dziewczynę”. Położył szczególny nacisk na słowo „ludzką”, co zupełnie mnie skonsternowało.
Odwróciłam się z powrotem, czując gęsią skórkę przez to, jak bezczelnie pożerał mnie wzrokiem.
Kręcąc głową, wyciągnęłam swoje rzeczy i przygotowałam się do lekcji.
Kilka minut później klasa zaczęła się zapełniać. Zostało tylko jedno wolne miejsce. I tak się akurat złożyło, że znajdowało się tuż obok mnie.
Do sali wszedł nauczyciel. Mężczyzna około trzydziestki, może trzydziestki piątki. Wyglądał młodo.
Położył torbę na biurku, omiatając wzrokiem całą klasę. Jego spojrzenie spoczęło na mnie i błysnęło w nim zainteresowanie.
„Jesteś tu nowa, prawda?”
Skinęłam głową, przygryzając wargę i wiercąc się na krześle, gdy wszystkie twarze zwróciły się w moją stronę.
„Witaj w Falls High. Miejscu, gdzie dzieją się dziwne rzeczy” – uśmiechnął się szeroko.
Cała klasa wybuchnęła śmiechem. Ja też lekko się uśmiechnęłam. To było całkiem odświeżające – mieć tu tak wyluzowanego nauczyciela. Poprzedni wydawał się dość sztywny i zimny.
„Nazywam się Grant i będę was uczył historii. I nie, nie zamierzam omawiać Romea i Julii. Zostawcie to na kółko teatralne. Nie mam tu wystarczającej ilości chusteczek dla was wszystkich”.
Wszyscy znów się roześmiali, gdy nagle w klasie zapadła grobowa cisza.
Drzwi otworzyły się i ciężkie buty uderzyły o kafelki. Uniosłam wzrok znad butów i zamarłam, gdy moje oczy napotkały zieleń.
Boże. Znowu on?! Czy on musi być na każdej mojej lekcji?
„Kaelen...” – westchnął pan Grant, kręcąc głową. „Mogę wiedzieć, dlaczego jesteś odrobinę spóźniony?”
Kaelen uśmiechnął się, szczerząc białe zęby. Na ten widok mój brzuch w dziwny sposób fikołknął.
„Zgubiłem się” – wzruszył ramionami.
Pan Grant przewrócił oczami i machnął ręką. „Po prostu usiądź w ławce, ty wyrośnięty dzieciaku”.
Kaelen uśmiechnął się drwiąco i ruszył... w moją stronę.
Spuściłam głowę, modląc się, żeby nie zwrócił na mnie uwagi. Wiedziałam jednak, że jedyne wolne miejsce znajduje się tuż obok mnie.
Było mało prawdopodobne, że unikniemy interakcji.
Akurat zastanawiałam się, jak uniknąć rozmowy z nim lub patrzenia w jego stronę, gdy nad moją głową rozległ się jego niski, męski głos:
„Siedzisz na moim miejscu”.






