languageJęzyk

3

Autor: Soren Vane29 cze 2026

Perspektywa Kaelena

„Czy to nie ta sama laska co wcześniej? Wygląda na nową” – zaśmiał się Gideon, gdy drzwi zamknęły się za uroczą blondynką i Quinnem.

Wytężyłem słuch, próbując dosłyszeć ich rozmowę.

Elara

To imię do niej pasowało.

„Jeśli wy trzej zamierzacie tylko paplać o świeżym mięsie, to przynajmniej mnie puśćcie. Zaczynam się nudzić” – westchnął poirytowany Lucien.

Przeniosłem na niego wzrok i wziąłem zamach. Moja pięść z impetem uderzyła w jego szczękę, a do moich uszu dobiegł satysfakcjonujący trzask pękającej kości.

Stęknął, wypluwając krew na podłogę. „No, teraz to rozumiem, mały Alfo” – zadrwił.

Moje kłykcie bezlitośnie uderzały o kości i skórę. Nie zamierzałem dać temu skurwielowi czasu na regenerację.

Kiedy skończyłem, Lucien klęczał na kolanach. Splunął szkarłatem na moje buty.

„Ilu?” – zapytałem śmiertelnie spokojnym tonem.

Uniósł wzrok, wciąż mając na ustach kpiący uśmieszek. „Mówiłem ci, że sama chciała, żebym się z niej napił”.

„Za cholerę ci nie wierzę, Lucien” – warknąłem, ponownie uderzając pięścią w szybko gojącą się kość szczękową. Znów pękła.

„To zapytaj tę ludzką dziewczynę. Dosłownie błagała, żebym się z niej napił. Znam swoje granice, mały alfo. W traktacie jest parę punktów mówiących, że nie możecie mnie zabić, jeśli przestrzegam zasad. Nie wyssałem jej do sucha, a ona sama mi na to pozwoliła. Ding, ding. Jestem niewinny” – zaśmiał się cicho Lucien.

Spojrzałem na niego z góry ze wściekłością. „I tak pójdziesz na przesłuchanie do mojego ojca. Tylko po to, by upewnić się, że naprawdę trzymałeś się »zasad«”.

Skinąłem na Gideona i Tobiasa, żeby go puścili.

„Pierdolony krwiopijca” – Gideon kopnął Luciena mocno w żebra.

Lucien syknął, łapiąc powietrze, i uniósł palec. „Popamiętasz to, Gideon. Kiedyś ci się odpłacę”.

-

„Ta laska jest naprawdę urocza” – uśmieszek Gideona się poszerzył. Wsunął dłonie do przednich kieszeni, a jego oczy błysnęły.

„Świeże mięso” – zaśmiał się z ekscytacją.

„Jest człowiekiem. Nie zadajemy się z ludźmi” – przypomniał mu Tobias.

Gideon parsknął. „Gówno mnie obchodzi, czy jest człowiekiem, czy nie. Chcę po prostu poruchać”.

Zacisnąłem szczękę. Z jakiegoś dziwnego powodu nie podobało mi się, jak o niej mówił.

„Ona jest nietykalna” – burknąłem.

Rzucili mi zaskoczone spojrzenie, unosząc brwi. „Od kiedy to rościsz sobie prawa do ludzi?”

Wzruszyłem ramionami. „Nie roszczę. Po prostu nie chcę sprzątać syfu, który narobisz, jeśli spieprzysz sprawę z człowiekiem”.

Gideon jęknął, odchylając głowę do tyłu. „Jesteście cholernie nudni. Tobiasa jeszcze rozumiem, ale ty, Kaelen? Kto ci wbił ten kij w tyłek?”

Przewróciłem oczami. „Odkąd przygotowuję się do przejęcia tytułu alfy. Nie chcę, żebyś mi to spieprzył”.

Gideon zmrużył oczy. „Jezu, już gadasz jak ten cholerny alfa” – wzdrygnął się. „Tracę mojego kumpla do zabawy”.

Westchnąłem z irytacją, gdy wchodziliśmy do sali od historii. „Musimy pogadać o lekkomyślności Luciena. Ten cholerny wampir wciąż zadziera z ludźmi”.

„Myślisz, że weźmie na cel nową dziewczynę?” – głośno zastanawiał się Tobias.

Miałem mu odpowiedzieć, gdy do moich nozdrzy dotarł zapach lasek wanilii. Wciągnąłem go głęboko; sprawił, że ślina napłynęła mi do ust.

Przebiegłem wzrokiem po wszystkich obecnych, aż w końcu moje oczy spoczęły na niej. Musiła wyczuć moje spojrzenie, bo natychmiast uniosła głowę.

Te oczy.

„Ej, stary, gdzie idziesz?” – rzucił za mną Gideon.

Nawet nie zdałem sobie sprawy, że moje nogi same niosą mnie w jej kierunku, dopóki nie usiadłem na krześle obok niej.

Tutaj jej zapach był silniejszy i, kurwa, uzależniający.

„Zaklepujesz sobie tę ludzką dziewczynę?” – Gideon zachichotał przez telepatyczne połączenie.

Wpatrywałem się głęboko w jej oczy, z jakiegoś powodu nie mogąc oderwać wzroku. To ona pierwsza zerwała kontakt wzrokowy i odsunęła się ode mnie nerwowo.

Jej zachowanie bardzo mi się nie spodobało.

_____

Perspektywa Elary

Z nudów bawiłam się zamkiem błyskawicznym torby, gdy drzwi się otworzyły. Sekundę później poczułam na sobie palące spojrzenie.

Nie mogąc pozbyć się tego uczucia, uniosłam głowę.

Tylko po to, by napotkać wzrokiem te niesamowite, zielone tęczówki.

Ci kolesie.

Zesztywniałam. Byli w tej samej klasie.

Tamci dwaj jeszcze mnie nie zauważyli, ale ten pośrodku – ten, który zdawał się przyciągać całą moją uwagę – tak.

Nie chciał oderwać ode mnie wzroku. Nie mogłam powiedzieć, bym ja zachowywała się inaczej, też nie potrafiłam odwrócić oczu. A to szalone trzepotanie w moim brzuchu wcale mi nie pomagało.

Jak ktoś tak nieziemsko przystojny mógł być takim bezdusznym tyranem?

Próbowałam zignorować to uczucie i ze wszystkich sił odwrócić wzrok. Ale to było jak trans – nawet nie zauważyłam, kiedy znalazł się tuż obok mnie i usiadł na krześle zaledwie kilkanaście centymetrów dalej.

Przeszedł mnie lekki dreszcz. Teraz, gdy był tak blisko, jego przenikliwe spojrzenie odczuwałam jeszcze mocniej.

I te jego perfumy...

Z tak bliska pachniały naprawdę niesamowicie.

Elaro, co ty, do cholery, robisz?! Odwróć się od niego!

Po wewnętrznej walce z własnym umysłem i ciałem w końcu udało mi się zerwać kontakt wzrokowy z tym przystojniakiem.

Zacisnęłam dłonie na torbie i rozejrzałam się wokół. Wszyscy już siedzieli, nie było ani jednego wolnego miejsca.

Szlag by to.

Nie miałam jak uciec.

A nauczyciel wciąż się nie pojawiał, by uratować mnie przed tym świdrującym spojrzeniem.

Zacisnęłam usta, odsuwając się od niego jak najdalej.

„Elaro” – jego głos mnie zaskoczył. Był głęboki i chropowaty. Zacisnęłam dłonie w pięści, jeszcze bardziej wiercąc się na krześle.

Boże, nawet głos miał magnetyczny.

Przeniosłam na niego wzrok, mrużąc brwi. „Skąd znasz moje imię?”

Próbowałam ignorować błysk kolczyka w jego wardze.

Skinął głową w stronę mojego biurka. „Zeszyt”.

Spojrzałam w dół na swój zeszyt; rzeczywiście, było na nim moje imię.

Zaczerwieniłam się. „Możesz przestać się gapić?” – zapytałam, gwałtownie odwracając od niego wzrok.

„Ludzie zazwyczaj patrzą na osobę, której próbują się przedstawić. A może tam, skąd pochodzisz, jest inaczej?” – w jego głosie wyczułam lekkie rozbawienie, co tylko spotęgowało moją frustrację.

Widząc, że nie doczeka się odpowiedzi, postanowił sam się przedstawić. „Jestem Kaelen”.

Na dźwięk jego imienia dreszcz przebiegł mi po plecach, a ja zacisnęłam szczękę. Musiałam trzymać się od tego typa z daleka.

Na szczęście uratowało mnie pojawienie się nauczyciela.

Jedynym problemem było to, że przez całą lekcję Kaelen ani razu nie odwrócił ode mnie wzroku.

Najnowszy rozdział

Łączna liczba rozdziałów: 100

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: 3 - W pogoni za swoim Wróbelkiem: Najsłodsza pokusa Alfy | StoriesNook