Wpatrywałam się w Jonathana bez mrugnięcia okiem; moje spojrzenie było świadome i czujne, gotowe odeprzeć jego kolejny ruch.
Zatrzymał się, wyraźnie zaskoczony tak ostrą reakcją z mojej strony, a na jego twarzy odmalowało się niezadowolenie.
Po chwili odezwał się niskim głosem: "W szpitalu powiedzieli, że musisz zmienić opatrunki. O co w tym dokładnie chodziło?"
Zacisnęłam wargi, tracąc do niego






