Stałam na korytarzu przed drzwiami sali balowej, z dłonią wsuniętą w zgięcie ramienia Theo, i próbowałam przypomnieć sobie, jak się normalnie oddycha. Masywne dębowe panele wznosiły się przed nami niczym strażnicy strzegący momentu, w którym moje życie nieodwołalnie się zmieni. Moje palce drżały na szlachetnym materiale rękawa Theo, ale w klatce piersiowej czułam ciepło, niekomfortowy żar, który r






