Po raz trzeci poprawiłem kołnierzyk w lusterku wstecznym, podczas gdy Leon mruczał z rozbawieniem z tyłu mojego umysłu. Silnik samochodu warczał cicho pode mną, stanowiąc mechaniczne echo zadowolenia mojego likana. Dziesięć minut wcześniej – nie żaden desperat, wmawiałem sobie, po prostu punktualny. Hotel Złoty Kompas wznosił się przede mną niczym lśniący strażnik, a jego fasada z białego marmuru






