Gładziłam go po włosach, gdy nadal nasłuchiwał, a moje serce było tak przepełnione, że czułam, jakby miało wyrwać mi się z piersi. Ten prywatny moment — tak odmienny od publicznego ogłoszenia, od oficjalnych gratulacji i politycznych podtekstów — wydawał się święty w swojej prostocie. Po prostu ojciec nawiązujący więź ze swoimi dziećmi, partner troszczący się o swoją rodzinę.
"Witajcie, maleństwa"






