Świadomość stała się kruchym darem, którego nie brałem już za pewnik. Otworzyłem oczy, widząc miękkie, poranne światło sączące się przez zasłony sali medycznej, i po dwóch tygodniach ciemności delektowałem się zwykłym cudem bycia w pełni przytomnym. Ból promieniował przez moje ciało falami, każdy oddech był negocjacją z uszkodzonymi płucami, ale to uczucie dyskomfortu było mile widziane – stanowił






