Sean był blogerem z krwi i kości zajmującym się prawami zwierząt, a nic nie denerwowało go bardziej niż widok źle traktowanych zwierząt.
Twarz Seana spochmurniała, gdy skierował telefon na wybieg pand rydych. "Patrzcie. Orange naprawdę tu nie ma" – powiedział głosem przepełnionym troską.
Jego transmisja na żywo trwała w najlepsze.
Czat był już nakręcony wcześniejszą zapowiedzią. Przyjechał tu dziś






