W tym samym momencie ten sam śnieg opadał na ramiona równie dumne i wyprostowane jak wcześniej.
Dłoń strzepująca śnieg nie uległa zmianie, ale osobą niosącą to brzemię obowiązku i stawiającą czoła burzom nie był już jej mąż, lecz syn.
– Panie Reed – powiedziała Tanya, cofając dłoń, a jej głos brzmiał czysto i pewnie. – Od dawna słyszałam o bliźniaczych gwiazdach policji.
Gdy tylko skończyła mówić,






