languageJęzyk
Strona główna/Hybryda/Jego Zakazana Hybryda/Rozdział 3 Przekazanie władzy

Rozdział 3 Przekazanie władzy

Autor: Aeliana Moreau13 kwi 2026

Perspektywa Reida

Przyjęcie układa się świetnie. To miejsce pęka w szwach, jest tu tyle ludzi, że to aż niedorzeczne.

Widzę, że mój ojciec naprawdę próbuje mi pomóc znaleźć przeznaczonego, sądząc po liczbie zgromadzonych tu gości. Mamy tu sporą część watahy Alfy Michaela, a także watahy Alfy Ashera. A znacząca część obecnych dziś członków tych watah to ci bez pary.

Alfa Michael i Alfa Asher są dobrymi przyjaciółmi mojego ojca. Ich terytoria również z nami graniczą.

A żeby zwiększyć szanse na to, że odnajdę swoją drugą połówkę, jest tu też paru Alfów z różnych innych watah. I oczywiście przyprowadzili ze sobą wielu ze swoich niesparowanych członków, w nadziei, że ci znajdą tu swoich przeznaczonych.

Chodzę dookoła, próbując sprawdzić, czy zdołam poczuć zapach lub obecność mojego przeznaczonego w tym ogromnym tłumie. Widziałem, jak ludzie próbują się do mnie zbliżyć w nadziei, że jestem ich przeznaczonym.

Widzę rozszerzające się w ich nosach nozdrza, gdy próbują mnie obwąchać w nadziei, że wyczują ten cudowny zapach, ten sam zapach, który ja pragnę wyczuć, zapach przeznaczonego.

Ale dokładnie tak, jak się spodziewałem, nie czuję nigdzie zapachu mojego przeznaczonego. Z tych wszystkich ludzi obecnych tu dzisiaj, ani jedna osoba nim nie jest.

Wypuszczam ciężko powietrze ze świstem rozczarowania i czuję, jak ogarnia mnie smutek. Decydując, że czas się napić, ruszam w stronę stoiska z napojami w nadziei, że dostanę coś mocnego.

Gdy czekałem na swojego drinka, poczułem dłoń lekko przesuwającą się po mojej szyi. Gęsia skórka natychmiast rozeszła się po moim ciele, i to nie ta przyjemna. Zawarczalem, nawet się nie odwracając.

"Czy tak witasz wszystkich swoich gości?" – słyszę uwodzicielski głos dupka. Jego usta były tak blisko mojego ucha, że czułem gorący oddech owiewający moją szyję.

"Radzę ci się, kurwa, cofnąć, jeśli nie chcesz, żebym urwał ci głowę!" – wycedziłem przez zaciśnięte zęby do obrzydliwego śmiecia stojącego za mną.

"No weź już" – powiedział, przesuwając dłonią wzdłuż moich pleców. Sięgnąłem do tyłu, chwytając jego dłoń tuż przed tym, nim dotarła do mojego tyłka.

Ściskam jego nadgarstek, odwracając się do niego przodem, i szorstko odpycham jego rękę.

"Dotknij mnie jeszcze raz... tylko spróbuj, kurwa!" – powiedziałem zniżonym głosem, czując buzujący we mnie gniew. Uwalniam swoją Aurę Alfy, ale niestety nie działa ona na tego gnojka.

Nie tylko jest hybrydą, ale ja też nie jestem jeszcze oficjalnie Alfą. Moje polecenie Alfy nie jest wystarczająco silne, by na niego zadziałać, dopóki nie przejmę tytułu dzisiejszego wieczoru.

Alex uśmiecha się kpiąco, wiedząc, co właśnie próbowałem zrobić.

"Tsk, tsk." – powiedział, grożąc mi palcem.

"Teraz już wiesz, że to na mnie jeszcze nie zadziała. Po co w ogóle próbować?" – powiedział z odrażającym uśmiechem na twarzy.

Wziąłem swojego drinka i ominąłem dupka, próbując jak najszybciej uciec jak najdalej od tego obrzydliwego bytu, zanim zrobię coś, co wkurzy mojego ojca.

Usiadłem na jednej z kłód w pobliżu paleniska i wypiłem drinka duszkiem. Wrzuciłem papierowy kubek do ognia i byłem gotowy na kolejnego.

"Nie wygląda na to, żebyś zbytnio przepadał za hybrydami." – słyszę nieznajomy głos, a ktoś siada obok mnie. Od razu po bijącej od niego aurze poznaję, że to Alfa.

"Ani trochę!" – powiedziałem.

"Och, naprawdę." – rzucił, unosząc brew.

"Cóż, w takim razie co jedna z nich tu robi, skoro ich nie lubisz?"

"To jeden z głupich znajomych mojego brata. Nie mogę znieść tego obrzydliwego drania!

Gdyby mój tata nie miał się wściec, urwałbym mu łeb, tak samo jak każdej innej hybrydzie." – powiedziałem.

"Mam na imię Ace." – powiedział, wyciągając do mnie rękę.

"Reid" – odparłem, ściskając jego dłoń.

"Ach, ten, który wkrótce zostanie Alfą, już dziś w nocy, co?" – rzucił z uśmiechem.

"Cóż, Reid, mam przeczucie, że ty i ja zostaniemy dobrymi przyjaciółmi." – dodał.

"Tak? A dlaczego to?"

"Widzisz, wygląda na to, że mamy coś wspólnego... Obaj nie lubimy hybryd."

"Naprawdę?" – zapytałem, unosząc brew.

"Łapię ich już od lat." – ciągnął dalej. "W moich lochach mam cele po brzegi nimi wypełnione."

Moje zainteresowanie osiągnęło szczyt po usłyszeniu tych słów i chyba to zauważył, bo się uśmiechnął.

"Jest jakaś szansa, że pozwolisz mi ich zobaczyć?" – zapytałem zdziwiony, że ma na swoim terytorium tak wielu pałętających się hybrydowych Samotników, ale gówno mnie to obchodzi! Jeśli siedzi tam ten skurwiel, który zabił mojego najlepszego przyjaciela, to wszystko, co się liczy.

"Dlaczego chciałbyś ich zobaczyć?"

"Próbuję znaleźć tego, który 4 lata temu zabił mojego najlepszego przyjaciela. Chciałbym sprawdzić, czy hybryda odpowiedzialna za zabicie mojego przyjaciela jest tam na dole."

"A załóżmy, że okazuje się, że jeden z nich to właśnie on... Co wtedy?" – zapytał.

"Cóż, mam nadzieję, że pozwoliłbyś mi go zabić."

Powiedziałem to, patrząc Ace'owi prosto w oczy, dając mu do zrozumienia, że mówię poważnie.

Uśmiech rozjaśnił jego twarz.

"Cóż, w takim przypadku, tak. Możesz przyjść rzucić okiem, sprawdzić, czy ten, którego szukasz, tam jest. Jeśli okaże się, że znajdziesz tego, kogo szukasz, pozwolę ci go zabić."

Czuję, jak na mojej twarzy kwitnie uśmiech, gdy wypełnia mnie ekscytacja.

Czekałem na dzień, w którym będę mógł odnaleźć hybrydę odpowiedzialną za śmierć mojego najlepszego przyjaciela. Chcę rozszarpać tego mieszańca kawałek po kawałku.

"Co powiesz na jutro?" – zapytał Ace, wstając.

"Jutro będzie świetnie!" – odparłem, również wstając.

"W takim razie wyślę do ciebie mojego Betę z informacjami potrzebnymi, by mnie znaleźć. Miło było cię poznać." – powiedział, ponownie ściskając moją dłoń.

"Mnie również było miło."

Uśmiechnąłem się, kierując się w stronę mojego kuzyna Damiena. Jest ode mnie o rok młodszy. Moja ciocia Abigail i wujek Xander mieli go rok po moim urodzeniu. W przeciwieństwie do mojego taty, Abigail nie przekazała synowi swoich mocy. Nikt tak naprawdę nie wie dlaczego, po prostu tak jest.

Jest nie tylko moim kuzynem, ale też najlepszym przyjacielem. I dzisiejszego wieczoru, gdy przejmę tytuł Alfy, mój najlepszy przyjaciel przejmie obok mnie tytuł mojego Bety. Nie wyobrażam sobie lepszej osoby, z którą mógłbym pójść jutro i sprawdzić, czy ten skurwiel siedzi w jednej z tych cel.

Szeroki, głupkowaty uśmiech rozkwita na twarzy Damiena, gdy widzi, jak się do niego zbliżam. Chichoczę, uważając za zabawne, że ma ten sam niemądry uśmiech co jego tata. Przysięgam, zarówno ojciec, jak i matka przekazali Damienowi swoją zwariowaną osobowość.

Ma poczucie humoru po ojcu z jego kiepskimi tatusiowymi żartami i jest żartownisiem po matce, która wywarła podobny wpływ na Maddoxa. Ale kocham tego gościa, z jego czerstwymi żartami i całą resztą! – pomyślałem sobie, śmiejąc się i kręcąc głową.

"Hej stary, jesteś dokładnie tym, kogo szukam." – powiedział, klepiąc mnie w ramię i ściskając je, gdy odwzajemniłem gest, klepiąc go po plecach.

"Twój ojciec powiedział, że czas przygotować się do wielkiego przekazania władzy!" – rzucił z szerokim, zadowolonym uśmiechem.

"Gotowy zostać Alfą?" – spytał, gdy szliśmy w kierunku sceny.

"Urodziłem się gotowy!" – powiedziałem z uśmiechem.

Gdy zbliżałem się do sceny, zobaczyłem, jak Xander łapie za mikrofon. Przyciąga uwagę wszystkich i na moment milknie. Posyłam Damienowi spojrzenie z ukosa, a on uśmiecha się do mnie, nim słyszymy głos jego ojca:

"Hej ludzie, słyszeliście o restauracji na Księżycu?...

Świetne jedzenie, ale brak atmosfery!" – powiedział Xander, po czym wybuchnął śmiechem.

"Rozumiecie? Brak atmosfery!" – powtórzył Xander, śmiejąc się z własnego żartu. Patrzę na Damiena, a on się śmieje. O moja Bogini, ta dwójka to zdecydowanie ojciec i syn, pomyślałem sobie, kręcąc głową.

"Hej, jak Mojżesz parzy kawę?...

Po hebrajsku!" – rzucił Xander, zanim zaczął się śmiać jeszcze głośniej, a ja spojrzałem na niego, jakby oszalał.

"Dlaczego te-... Hej!"

Xander krzyknął, gdy mój ojciec wyrwał mu z dłoni mikrofon i spojrzał na niego morderczym wzrokiem.

"Jeszcze nie skończyłem!... Dopiero dochodziłem do tych dobrych!" – powiedział Xander, dąsając się i odchodząc.

Pokręciłem głową, chichocząc, idąc w stronę sceny. Można by pomyśleć, że mój ojciec zdążył się już nauczyć, by nigdy nie pozwalać Xanderowi na przejmowanie kontroli nad mikrofonem... Jak w ogóle!

"Dobry wieczór, Wataho Północnego Księżyca!" – zawołał głośno mój ojciec.

"Dziękuję wszystkim, którzy przybyli tutaj, do watahy Północnego Księżyca, by pomóc nam świętować ten powód do wielkiej dumy, gdy mój syn staje się dziś Alfą." – powiedział mój ojciec, zaczynając swoje przemówienie.

"Dla mnie była to długa podróż. Jestem Alfą od 31 lat. Przejąłem władzę, mając 17 lat, po śmierci mojego ojca. A dzisiaj mój syn kończy 21 lat. Jestem bardzo dumny z tego, jakim mężczyzną się stał.

Wszyscy zgromadzeni, oto mój najstarszy syn, Reid Anderson!" – ogłosił mój ojciec, odwracając się do mnie i zapraszając gestem dłoni do przodu.

Spojrzałem na ojca na scenie i po raz pierwszy dotarło do mnie, jak bardzo wciąż młodo wygląda. Facet ma 48 lat, a wciąż wygląda na 27. Muszę przyznać, naprawdę uwielbiam geny wilkołaków!

Serce tłucze mi się w piersi, gdy przechodzę przez scenę i podchodzę do ojca. Uśmiecham się do niego, podczas gdy on stoi tam z uśmiechem rozciągniętym na całej twarzy. Oczy mu błyszczą, kiedy na mnie patrzy. Widzę, jak jest dumny, widzę, jak cieszy się z faktu, że przekazuje mi tytuł.

Zerkam na swojego tatę, który siedzi z tyłu sceny, z moim bratem i siostrą po obu jego stronach. Widzę łzy w oczach taty, gdy patrzy na mnie z uśmiechem.

Czekałem na ten moment całe życie i z jakiegoś powodu teraz stresuję się jak cholera. Zatrzymałem się tuż przed moim ojcem i ukląkłem. Wyciągnął rękę, a ja położyłem swoją na jego dłoni, wnętrzem ku górze.

Spoglądam na mojego ojca, klęcząc przed nim po raz ostatni. Ostatni raz, kiedy przed kimkolwiek klękam, a on uśmiecha się do mnie z góry, gdy przełykam gulę w gardle.

"Reidzie Andersonie, synu mój, Thaddeusa Andersona, Alfy Watahy Północnego Księżyca." – powiedział mój ojciec, rozpoczynając ceremonię. Widzę jego zaszklone oczy, gdy walczy, by powstrzymać łzy.

"Czy ty, Reidzie Andersonie, oddajesz się w służbę Watasze Północnego Księżyca jako jej nowy Alfa?"

"Tak. Ja, Reid Anderson, oddaję się w służbę Watasze Północnego Księżyca jako jej nowy Alfa."

"Czy przysięgasz swoją lojalność watasze północnego księżyca?"

"Tak, przysięgam swoją lojalność watasze północnego księżyca."

"Czy przyjmujesz wszystkie obowiązki wynikające z bycia Alfą watahy Północnego Księżyca?"

"Tak, przyjmuję wszystkie obowiązki wynikające z bycia Alfą watahy Północnego Księżyca."

"Czy ślubujesz dbać o ludzi z watahy Północnego Księżyca? Czy ślubujesz być miłym i sprawiedliwym dla ludzi, bez względu na płeć czy pozycję? Traktować wszystkich równo i robić wszystko, co w twojej mocy, aby zapewnić im bezpieczeństwo, nawet jeśli miałoby to oznaczać oddanie za nich własnego życia?"

"Tak, ślubuję dbać o ludzi z watahy północnego księżyca. Ślubuję być miłym i sprawiedliwym dla ludzi, bez względu na ich płeć czy pozycję. Ślubuję traktować wszystkich równo i robić wszystko, co w mojej mocy, aby zapewnić im bezpieczeństwo, nawet jeśli miałoby to oznaczać oddanie za nich własnego życia."

Patrzę, jak mój ojciec wysuwa pazur, po czym sięga do przodu i robi na mojej dłoni niewielkie nacięcie. Zabrałem od niego rękę i obserwowałem, jak zrobił to samo na sobie.

Patrzyłem, jak mój ojciec bierze moją dłoń w swoją i łączy nasze rany, by jego krew mogła przepłynąć we mnie.

"Ja, Thaddeus Anderson, przekazuję teraz moc Alfy watahy północnego księżyca mojemu synowi, Alfie Reidowi Andersonowi."

Poczułem wiatr wirujący wokół nas, gdy wziąłem głęboki wdech i zamknąłem oczy. Moje ciało zesztywniało, a zęby zacisnęły się. Poczułem, jak przekazanie władzy przepływa przeze mnie we krwi mojego ojca. Poczułem, jak wilk Alfa we mnie powstaje i rośnie. Czuję, jak moje ciało płonie, gdy staję się silniejszy. Czuję energię przepływającą przez moje ciało, i chrząknąłem, zaciskając zęby jeszcze mocniej, gdy mój ojciec ścisnął mocniej moją dłoń, podczas gdy jego własne ciało lekko osłabło. Czuję w piersi potężne pęknięcie, jak więź z moją watahą pewnie wskakuje na swoje miejsce. Czyniąc mnie oficjalnie ich Alfą i dając mi więź z każdą duszą połączoną z tą watahą.

Czuję, jak ból mija. Otwieram oczy i patrzę prosto w oczy ojca. Widzę w nich złote oczy Zeusa, wilka mojego ojca, i wiem, że moje własne również są złote, gdy czuję, jak Titan wyrywa się we mnie do przodu.

Słyszę westchnienia rozlegające się wśród członków watahy, gdy oni również wyczuwają moment przejęcia. Poczuli, jak więź zanika od strony mojego ojca i przechodzi na mnie.

Wypuściłem drżący oddech, gdy z oczu mojego ojca popłynęły łzy.

Mój ojciec uśmiecha się, podnosząc mnie z kolan i przyciągając do uścisku. Oplata ramiona wokół mnie, ściskając mnie mocno i chowając twarz w moją szyję. Zamykam oczy i powoli opieram głowę na szyi ojca, tuląc go mocno.

"Jestem z ciebie taki dumny, synu!" – powiedział mój ojciec, unosząc twarz z mojej szyi i składając pocałunek z boku mojej głowy.

"Dziękuję, Ojcze!" – powiedziałem, trzymając ojca za ramiona, uśmiechając się do niego, po czym sięgnąłem w górę i otarłem z twarzy łzy.

Mój ojciec bierze mnie za dłoń, gdy zwracamy się do tłumu, wznosząc w górę złączone ręce pomiędzy nami.

"Wataho Północnego Księżyca, oto wasz nowy Alfa, Alfa Reid Anderson!" – głos mojego ojca rozbrzmiał donośnie, a tłum wybuchł. Dźwięk jest ogłuszający, gdy wszyscy wiwatują, krzyczą i gwiżdżą.

Mój ojciec odchyla głowę do tyłu i wyje w stronę nieba, a ja idę w jego ślady. Titan wypycha się mocniej i wyje ku niebiosom. Głośny dźwięk tłumu rozlega się, gdy podążają za moim przykładem, wyjąc na cześć mnie jako ich nowego Alfy, a nieczłonkowie mi gratulują.

Po mojej ceremonii przyszła kolej na Damiena. Patrzyłem, jak mój wujek – który przyjął ten tytuł razem z moim ojcem tego samego dnia co dzisiejszy – ustępuje i przekazuje swoją rolę synowi, Damienowi.

W przeciwieństwie do innych wydarzeń, wszyscy, którzy nie byli członkami Watahy Północnego Księżyca, opuścili nas nie później niż o 23:30. A o północy poprowadziłem swój pierwszy w historii bieg watahy jako Alfa, wraz z całą moją watahą.

Łapy Titana dudniły o ziemię, gdy pędziliśmy przez las, z naszą watahą biegnącą tuż za nami.

To było najbardziej niesamowite uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłem. Teraz zrozumiałem, dlaczego mój ojciec wyglądał na tak szczęśliwego i dumnego za każdym razem, gdy prowadził bieg watahy.

Jedyną rzeczą, która mogłaby to uczynić jeszcze wspanialszym niż jest, byłoby to, gdyby obok mnie, jako moja Luna, biegł mój przeznaczony.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 Przekazanie władzy - Jego Zakazana Hybryda | StoriesNook