languageJęzyk

Rozdział 4 Hybrydy

Autor: Aeliana Moreau13 kwi 2026

*** Ostrzeżenie (Trigger Warning)! Przemoc i gwałt w tym rozdziale ***

Perspektywa Reida

Z trudem mogłem usiedzieć w miejscu, wręcz podskakiwałem na siedzeniu z ekscytacji, gdy zbliżaliśmy się do domu watahy Ace'a. Mam nadzieję, że tam jest. Już prawie czuję smak zemsty.

Widzę, jak Ace wychodzi z domu i z uśmiechem zmierza w moim kierunku.

"Cieszę się, że dałeś radę przyjechać" – powiedział Ace, wyciągając dłoń na powitanie.

"Nie przegapiłbym tego za żadne skarby świata!" – odparłem z szerokim uśmiechem na twarzy.

"Gotowy na tę zemstę?" – spytał z cwaniackim uśmiechem.

"Jeszcze jak!" – odrzekłem, odwzajemniając równie złowieszczy uśmieszek.

"Wiesz, tak sobie myślałem, że jeśli okaże się, że twojej hybrydy tu nie ma, pozwolę ci się trochę zabawić z którąś z nich, jeśli zechcesz?"

"Naprawdę?" – zapytałem, z zaskoczenia czując, jak na samą myśl narasta we mnie ekscytacja i oczekiwanie.

"Wow stary, dzięki!" – powiedziałem, wiedząc, że te obrzydliwe hybrydy to nic innego jak mordercy.

Ace śmieje się, klepiąc mnie po plecach.

"Chodź, stary, za mną. Pokażę ci, gdzie jest prawdziwa zabawa." – rzucił, a ja poszedłem za Acem z Damienem depczącym mi po piętach.

Zbliżamy się do małego budynku, który wygląda na nie większy niż szopa na narzędzia. Zbudowany dookoła ze starej, czerwonej cegły, z pojedynczymi drzwiami na froncie.

Posyłam Damienowi zdezorientowane spojrzenie, a on wzrusza ramionami.

Patrzyłem, jak Ace otwiera zamek w drzwiach, po czym wchodzi do środka, a ja ruszam za nim. Zaraz po przekroczeniu progu widzę schody prowadzące dość daleko w dół. „To ma więcej sensu”, pomyślałem.

Im bliżej jesteśmy dna, tym smród staje się silniejszy.

"Jasna cholera, ale tu śmierdzi!" – powiedział Damien, zasłaniając twarz dłonią.

"Och, to jeszcze nic!" – rzucił Ace, zerkając na nas przez ramię.

"Poczekajcie, aż znajdziecie się po drugiej stronie tych drzwi. Mam nadzieję, że nie macie słabych żołądków." Spojrzałem za siebie na Damiena z lekkim niepokojem.

Widzę drzwi na samym końcu schodów i znów zaczyna we mnie narastać ekscytacja. Nie mogę się doczekać, aż dorwę jednego z tych skurwieli! – pomyślałem, gdy Ace podszedł do drzwi.

"W porządku, chłopaki, postarajcie się nie wyrzygać!" – powiedział Ace, otwierając drzwi.

Gdy tylko przekroczyłem próg, uderzył mnie najbardziej obrzydliwy, ohydny smród, jaki kiedykolwiek w życiu czułem. W tamtej chwili niemal straciłem całą zawartość żołądka. Niestety, Damienowi się to przytrafiło. Dzięki Bogini tuż przy wejściu znajdował się kosz na śmieci. Zwymiotował wszystko natychmiast.

"Kurwa, to pachnie potw-" – próbował powiedzieć, zanim znów zwymiotował.

"Bogini, co tu się u diabła dzieje na dole?" – zapytałem, próbując opanować żołądek i zasłaniając nos.

"Hybrydy!" – odpowiada Ace ze złowrogim uśmiechem na twarzy.

Rozglądam się i widzę długą aleję z celami po obu stronach. Wszystkie cele mają metalowe pręty, po których od razu poznaję, że są zrobione ze srebra, i nie zdziwiłbym się, gdyby wysmarowano je też tojadem.

"Więc, czy wiesz, jak wygląda ta hybryda?" – zapytał.

"Wiem" – powiedziałem.

"Pokazali mi zdjęcie z monitoringu. Nigdy nie zapomnę twarzy tego skurwiela! Poznam go, jeśli go zobaczę." – odparłem, ruszając przed siebie.

Im dalej szedłem, tym smród stawał się coraz gorszy. To potworne, można go wręcz posmakować, i nie dało się od niego uciec.

Zatrzymałem się przed pierwszą celą i zajrzałem do środka. Z miejsca wmurowało mnie w ziemię to, co tam zobaczyłem. Idę powoli dalej, zaglądając do każdej kolejnej celi, a na ten widok mój żołądek przewraca się do góry nogami. Każda osoba w tych celach jest całkowicie naga. Wyglądają, jakby od bardzo, bardzo dawna nie dostawali jedzenia. Skóra i kości, w całym swoim życiu nie widziałem nikogo tak chudego. Można by dostrzec każdą pojedynczą kość wystającą z ich ciał. To jest absolutna definicja skóry i kości! Większość z nich leży na ziemi. Albo są nieprzytomni, albo mają nieobecne spojrzenia, zupełnie jakby ich tam nie było.

Ci, którzy nie leżą na ziemi, wiszą na łańcuchach przy tylnej ścianie. Ci mieszańcy to nie tylko sama skóra i kości, ich całe ciała są pokryte od stóp do głów strupami, siniakami, rozcięciami i krwią. Wszyscy wyglądają, jakby zostali dotkliwie pobici. Niektórzy wyglądają, jakby przepuszczono ich przez pieprzoną maszynkę do mięsa.

W celach nie ma absolutnie niczego dla tych hybryd. Żadnego łóżka, żadnej toalety, ani nawet pieprzonego wiadra, żeby do niego srać! Cele są przepełnione ludzkimi odchodami.

Gdy tak wolno idziemy alejką, dobiega mnie dźwięk. Słyszę chrząkanie. Podchodząc do celi, zajrzałem do środka i zobaczyłem, jak jeden ze strażników ostro zabawia się z hybrydą. Rżnął tę biedną duszę bez opamiętania. Mieszaniec nie wydawał z siebie nawet dźwięku. Po prostu wisiał na ścianie, znosząc to, podczas gdy strażnik brutalnie w niego uderzał.

Z przerażeniem patrzę do celi... Sytuacja staje się dość jasna, to wcale nie jest to, co myślałem.

"Stary, to jest popierdolone! Musimy stąd, kurwa, uciekać! Wiem, że chcesz zemsty, ale to... to nie jest zemsta, to nie jest... to jest chore! To jest złe na tak wielu płaszczyznach!" – odezwał się Damien przez więź.

"Wiem, stary. Ledwo mogę oddychać, i to nie przez ten smród. Nie wierzę, że robi coś takiego tym ludziom. Ja... nawet nie wiem, co powiedzieć." – rzuciłem, nie bardzo wiedząc, jak zareagować ani jak w ogóle pojąć to, co tu się działo.

"Musimy stąd natychmiast uciekać!" – powiedział Damien.

"Wiem, ale nie możemy tak po prostu wyjść. Daj mi chwilę, coś wymyślę." – odparłem, starając się znaleźć wymówkę, by zmyć się stąd w cholerę i nie wzbudzić żadnych podejrzeń.

W końcu docieramy na sam koniec i spoglądam do ostatniej celi po prawej stronie. Czuję, jak mój wilk pcha się do przodu, próbując wejrzeć do jej wnętrza, co wydało mi się dziwne. Robię krok bliżej, spoglądając do środka.

To, co zobaczyłem, sprawiło, że krew zamarzła mi w żyłach. Mój żołądek wykonuje gwałtowny obrót i muszę użyć resztek sił, by nie zwymiotować.

Widzę nagiego mieszańca leżącego w pobliżu prawego tylnego kąta. Zwija się w kłębek. Jego skóra jest taka blada, taka brudna. Nawet nie potrafię określić koloru jego włosów, tak bardzo są ubłocone od brudu i ludzkich odchodów. Jego ciało jest straszliwie pobite i pokrwawione. Ciało ścieliły siniaki, strupy i otwarte rany. Mogę dostrzec każdą kość pod jego skórą. Wyglądało na to, że próbowali zagłodzić go na śmierć. Albo to, albo sprawić, że umrze od ran.

"Przeznaczony!" – Mój wilk odzywa się cicho w mojej głowie, po czym skomli i wycofuje się na tyły mojego umysłu.

Powoli wycofuję się od celi, kręcąc głową.

"Nie,... Nie!... To... To nie może być prawda!"

Powiedziałem to, cofając się wciąż do tyłu, aż wpadłem na Damiena.

"Czy to ten?"

Słyszę pytanie Ace'a i moja głowa gwałtownie obraca się w jego stronę. Patrzę na niego szeroko otwartymi oczami.

"Nie!"

"Chcesz się nim trochę zabawić?" – zapytał Ace, poruszając brwiami, a mój żołądek znowu się przewrócił.

Cofam się powolnym krokiem w tył.

"Nie, to nie może być to!... Tak nie powinno być! To nie jest... Nie!" – wydukałem, po czym odwróciłem się na pięcie i pobiegłem pędem wzdłuż alei. Rzuciłem się ku drzwiom, a potem gnałem po schodach najszybciej, jak potrafiłem, przelatując przez drzwi na samym ich szczycie, zanim osunąłem się na ziemię. Padam na podłoże, lądując na dłoniach i kolanach, po czym puszczam pawia. Dławię się i rzygam przez coś, co wydaje się trwać całą wieczność.

Zostałem na dłoniach i kolanach, moja klatka piersiowa gwałtownie unosiła się i opadała, gdy próbowałem złapać oddech. Czuję, jak Damien dotyka moich pleców, po czym się wzdrygam.

Patrzę na drzwi i widzę, jak wychodzi przez nie Ace, zamykając je na klucz.

"Aha, ty też, co," – powiedział Ace z lekko współczującym wyrazem twarzy, widząc, że właśnie zwymiotowałem.

"J-ja muszę... muszę już iść!" – rzuciłem, odrywając się od ziemi.

Aaa...

"Przepraszam, muszę iść" – powtórzyłem, obracając się i idąc tak szybko, jak to możliwe, w stronę samochodu.

Szybko ładuję się na siedzenie pasażera, a Damien wsiada zaraz za mną. Żaden z nas nie odezwał się ani słowem, gdy odjeżdżaliśmy. Próbowałem nie myśleć o tym, co zostawiałem za sobą, kiedy opuszczaliśmy terytorium Ace'a. Próbowałem nie myśleć o tym wszystkim, co właśnie widziałem, i o tym, co poczułem, patrząc do tej ostatniej celi.

Im bardziej starałem się o tym nie myśleć, tym częściej moje myśli ku temu uciekały.

Po chwili jazdy Damien ostatecznie przerywa ciszę.

"Powiesz mi, o co w tym chodziło?"

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 Hybrydy - Jego Zakazana Hybryda | StoriesNook