– Naprawdę? Bo cholernie mocno się tak zachowujesz – warczę, a mój głos jest ostrzejszy, niż zamierzałem, co zaskakuje Doris.
– Myślisz, że to żart? Te wszystkie dziecinne, złośliwe gierki, ty... – Zerkam na Doris, nie czując się komfortowo, prowadząc tę rozmowę przy niej.
Chwytam Sloane za nadgarstek, wlokąc ją za sobą, nie dbając o delikatność. Piszczy, ale jej nie puszczam. Wlokę ją po schodach






