SERAPHINA
Winda otworzyła się z sykiem, a ja ledwo miałam sekundę, by zaczerpnąć tchu, zanim uścisk mężczyzny znów zacisnął się na moim nadgarstku.
Jego palce wbiły się we mnie niczym żelazo. Nie było ucieczki.
– Idziemy, śliczny chłopcze – powiedział z wykrzywionym uśmiechem, wyciągając mnie w ciemność, która śmierdziała brudem, winem i gnijącym pożądaniem.
Podziemny burdel.
Sto razy bardziej prz






