SERAPHINA
„Góra?” – mruknął jeden z Alf, marszcząc brwi na widok majaczącego w oddali terenu. Wszyscy staliśmy u podnóża poszarpanego grzbietu górskiego, dokąd instruktorzy Alf przywieźli nas na próbę zespołową. Nic dziwnego, że dotarcie do tego miejsca zajęło prawie dwanaście godzin.
Nawet u podnóża góry wiatr był zimniejszy, ostrzejszy, boleśnie smagający zarówno skórę, jak i ubrania. Wokół mnie






