SERAPHINA
„Kim jesteś?” – uśmiechnęłam się, zimno i pewnie.
Te szkliste, blade oczy – jeszcze przed chwilą matowe pod pozorem ślepoty – były teraz ostre. Skupione. Żywe. I utkwione we mnie niczym wzrok drapieżnika, którego znudził już pościg.
Wtedy się uśmiechnął.
Powoli. Złowrogo. Z posmakiem dawno pogrzebanych tajemnic.
„Proszę, proszę” – powiedział, przeciągając ramiona z pełnym satysfakcji jęk






