SERAPHINA
Nie mogłam się ruszyć.
Nie dlatego, że zamarłam ze strachu, ale z powodu faktu, że nade mną spiętrzone były drzewa. Ciężkie. Miażdżące. Zamykające świat w wąskiej, pozbawionej powietrza trumnie.
Ale to nie ciężar odbierał mi powietrze z płuc. Para ciemnoniebieskich wilczych oczu wpatrywała się we mnie bez mrugnięcia, bez wzruszenia, utkwiona w moich jak łańcuchy, których nie mogłam zerwa






